25 lat temu runął mur w Berlinie

25 lat temu runął mur w Berlinie
Za plecami karabiny republiki. Berlin Zachodni 1988 r. Stoję na punkcie kontroli granicznej "Charlie", w strefie amerykańskiej. W tle enerdowskie przejście kontrolne. Przejście na wschodnią stronę i słynne tablice, informujące w czterech językach o tym, że "opuszczacie sektor amerykański" (YOU ARE LEAVING THE AMERICAN SECTOR). Kilkaset metrów dalej stacja Friedrichstrasse.

poniedziałek, 26 września 2011

Samochwały, ciury i barany

Te co skaczą i fruwają na nasz program zapraszają”, głosiły słowa piosenki rozpoczynającej niezapomniany “Zwierzyniec”, program dla dzieci i młodzieży, prowadzony przeszło 30 lat temu przez ś.p. Michała Sumińskiego. Skaczących, fruwających, a nawet tańczących i śpiewających, którzy (i które), zapraszają na program i do “zapoznania się z programem”, ciągle przybywa i wydaje się, że przybywać będzie.
Kandydaci do parlamentu piszą sami o sobie, że jako polityk są “popularni i lubiani”, “uznawani przez wyborców za jednego z najbardziej kompetentnych polityków powiatu ...”, są “cenionym negocjatorem, zapraszanym do najtrudniejszych rozmów politycznych i społecznych” - dzięki doświadczeniu zdobytemu podczas sprawowania różnych funkcji “gwarantują wysokie kompetencje i wrażliwość społeczną”, a przede wszystkim, to “działają odważnie, zdecydowanie i skutecznie”. No i oczywiście pojawia się nieśmiertelna regułka o “działaniach na rzecz rozwoju przedsiębiorczości i tworzenia nowych miejsc pracy”. Kilka ładnych lat temu, w kampanii wyborczej 2005, jeden z kandydatów w Żarach, na zadawane podczas lokalnej debaty pytania o służbę zdrowia, szpitale, przedszkola, szkoły i uczelnie, odpowiadał magicznym słowem: “bezpłatne”.
Czasem jednak bywa tak, że kandydaci nie wiedzą jaki program ma partia, której są kandydatami, a w związku z tym, nie wiedzą jakie mają poglądy. A jak nie wiedzą jakie mają poglądy, to automatycznie nie wiedzą, co mają myśleć na konkretny temat. Obecni posłowie mają trochę łatwiej, bo oni dostają ciągle SMS-ami lub e-mailami instrukcje i gotowce z odpowiedziami na aktualne tematy, tak żeby wiedzieli, co mają myśleć i co powinni mówić, jak będą udzielać wywiadów. Gorzej mają ci, którzy startują po raz pierwszy i głównie z pozycji tzw. zająca – oni, często bywa, kompletnie nie wiedzą, jakie powinni mieć aktualnie poglądy, więc na wszelki wypadek powtarzają to, co usłyszą w mediach z ust prominentnych członków partii lub ogólnie mówią, że “będzie lepiej” lub ewentualnie używają słowa: “bezpłatne”. Ale, ale ... czy to jest faktycznie tak istotne? Przecież sam przewodniczący PO, Donald Tusk powiedział (tak głosi ulotka wyborcza PO), że “Nie jesteśmy ani z prawicy ani z lewicy. Jesteśmy partią otwartą dla wszystkich, którym bliskie są ideały obywatelskiego państwa. Takie państwo nie narzuca obywatelowi przekonań, nie poucza i nie wyklucza nikogo”. No to kamień spadł mi z serca! Już teraz wiem, dlaczego taki Antoni Mężydło mógł przejść z PiS do PO i jak sam mówił: “nie zmieniając przy tym poglądów”. Już teraz wiem, dlaczego posłowie B.Arłukowicz i W.Gintowt-Dziewałtowski z lewicy przeszli na stronę PO, o D.Rosatim nie wspominając. Poparcie przez PO Józefa Piniora, czyli lewicy lewicy, to już faktycznie świadczy o wielkim rozwa..., przepraszam “otwarciu”, porównywalnym chyba tylko do 100% zdolności koalicyjnej PSL-u. No i co tu się więc dziwić, że kandydaci mogą nie wiedzieć jakie mają właściwie poglądy, a co najważniejsze – jakie poglądy powinni aktualnie mieć!
Niektórym puściły nerwy, bo musieli czekać do momentu, kiedy to PO ogłosiła swój program, czyli do dnia 9. września. Okazało się, że tzw “program” powstał, ale niektórzy – proszący o anonimowość posłowie PO - za bardzo nie wiedzieli kiedy, jak i w ustaleniu z kim? Unieśli się więc anonimowo honorem i powiedzieli, że "Zarząd traktuje nas jak stado baranów. Jak mamy głosować za programem, którego nie widzieliśmy?" W odpowiedzi P.Graś nazwał ich ciurami obozowymi, które dekują się przy taborach, mają najwięcej do powiedzenia i najwięcej głosów krytycznych wobec tych, którzy pracują. I sprawa ucichła. Grasiowi łatwo mówić, ale taki szary poseł mógł przecież palnąć coś w mediach i teraz, po ogłoszeniu “programu”, może okazać się, że miał niewłaściwe poglądy i przez to wpaść w niełaskę u przewodniczącego. A przecież zgodnie z tym, co powiedział sam D.Tusk, to zainteresowani powinni wiedzieć, że poglądy są nieistotne i liczy się tylko popieranie ogólnej linii partii i “programu”, nawet jak się go nie zna. Zresztą P.Graś też oznajmił, że “program”, który właśnie “dotarł do ludzi” nie jest adresowany do posłów tylko do obywateli.
I tak ma być! Troska o obywateli jest najważniejsza. W tej trosce o obywateli, posłowie realizując jeszcze poprzedni “program”, który chyba znali, dokonali zmian w ustawie o systemie oświaty, w zakresie opłat za przedszkola. I tak (podaję za stroną sejmową):
GŁOSOWANIE Nr 4 - POSIEDZENIE 70.
Dnia 08-07-2010 Godz. 19:13 Pkt 16. porz. dzien. Sprawozdanie Komisji o projekcie ustawy o zmianie ustawy o systemie oświaty - trzecie czytanie Głosowanie nad przyjęciem w całości projektu ustawy o zmianie ustawy o systemie oświaty, w brzmieniu proponowanym przez Komisję Edukacji, Nauki i Młodzieży oraz Komisję Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej, wraz z przyjętą poprawką
Głosowało - 418 Za – 416 Przeciw – 0 Wstrzymało się – 2 Nie głosowało - 41

Jak głosowali posłowie lubuscy? Poparli i byli na TAK:
B.Bukiewicz, M.Ast, B.Bojko, B.Sławiak , M.Cebula, J.Materna, E.Rafalska, B.Wontor
Jan Kochanowski nie głosował
Ze znanych nie głosowali J.Palikot i D.Tusk.

Jak widać, nikt nie był przeciw. Wszystko w trosce o obywateli i w oparciu o “programy”. Jak skutki ustawy obywatele poczuli na własnej skórze, kiedy to zorientowali się ile trzeba będzie zapłacić za przedszkola, to podniósł się krzyk. Oczywiście najgłośniej krzyczeć zaczęli posłowie, kierując się tą samą, co poprzednio troską o obywateli i machając przed kamerami tzw. “programami”, w których zapisane są przecież “rozwiązania”, a nawet rozwiązanie, które od dawna już “leżą w lasce u marszałka”.
Bohaterska walka posłów z problemami, które sami nieustannie stwarzają – trwa. I będzie trwa mać!


niedziela, 11 września 2011

Partacze i hipokryci

Komitet Wyborczy Wyborców Obywatelskich List Wyborczych Nowego Ekranu nie został zarejestrowany przez Państwową Komisję Wyborczą. Komisja zakwestionowała część podpisów poparcia komitetu wyborczego, tzn, ich czytelność. Na wymagane 1000 podpisów, komitet złożył wykaz zawierający 1.082 podpisy. PKW zakwestionowała 137 (40 – wadliwie podane imię lub nazwisko, 56 – wadliwie podany adres, 41 – wadliwie podany PESEL) i uznała tylko 945 podpisów. Zabrakło 55 podpisów. Komitet Nowego Ekranu, złożył skargę do Sądu Najwyższego. Sąd Najwyższy po rozpatrzeniu skargi na posiedzeniu w dniu 31 sierpnia, uznał skargę za zasadną i wydał postanowienie nakazujące PKW zarejestrowanie komitetu.
Sąd Najwyższy w uzasadnieniu zauważył, że czytelność danych osobowych – imienia, nazwiska i adresu nie jest konieczna. Istotne jest, aby czytelny był PESEL, bo na jego podstawie Okręgowe Komisje Wyborcze i PKW, mogą sprawdzić i zweryfikować dane, gdyż mają do dyspozycji wykazy wyborców. Dalej SN zauważa, że kwestionowanie czytelności danych osobowych (imię, nazwisko, adres) może ograniczyć konstytucyjne prawa wyborcze obywatela niemającego czytelnego pisma ręcznego” (...) ataki wpis jest wadliwy wtedy, gdy z podanego imienia, nazwiska i adresu zamieszkania jednoznacznie wynika, że nie dotyczy on wyborcy oznaczonego numerem PESEL podanym w wykazie poparcia.”
Dlatego Sąd Najwyższy uważa, że “przy ocenie prawidłowości wpisania danych osobowych do wykazu poparcia należy stosować metodę przeciwną tej, która jest stosowana przez PKW.”
No i pojawił się problem, z którego trzeba było wybrnąć. PKW nie mając wyjścia, zarejestrowała komitet i przedłużyła mu termin zbierania podpisów pod listami kandydatów o 7 dni. No, ale pojawił się dodatkowy problem. PKW, co prawda przedłużyła możliwość zbierania podpisów, ale jednocześnie tego samego dnia obwieściła we wszystkich możliwych mediach, że termin zbierania podpisów i zgłaszania list kandydatów upłynął. Ludzie z komitetu, którzy zbierają teraz podpisy, są podejrzewani o wyłudzanie danych osobowych i wyborcy w wielu przypadkach nie chcą niczego podpisywać, bo przecież słyszeli w mediach, że “termin upłynął”.
Komitet “Nowy Ekran” - sam tak uważa - uzyskał od PKW przywilej – może o siedem dni dłużej niż inne komitety zbierać podpisy. Może też wystawić na listach do Senatu kandydatów, wiedząc już jacy kandydaci się zarejestrowali. Czy Anna Kalata i były naczelny tygodnika WPROST, Marek Król, którzy nie zarejestrowali się (zbyt mało prawidłowych podpisów) z Komitetu “Obywatele do Senatu”, mogą teraz dogadać się, szybko zebrać podpisy i wystartować z listy “Nowego Ekranu”? W podobnej sytuacji co “Nowy Ekran” znalazły się komitety Prawica RP Marka Jurka i Nowa Prawica Janusza Korwin-Mikke (zakwestionowane setki podpisów), które po wyżej opisanym precedensie, także czekają na decyzję Sądu Najwyższego. Argumenty mają mocne, więc może się okazać, że będziemy mieli więcej komitetów ogólnopolskich. Ale jak to się będzie miało np. do losowania numerów list wyborczych, które już się odbyło? Jak to się będzie miało do tzw. debat w telewizji z udziałem wszystkich komitetów ogólnopolskich, które już mają miejsce? Jak to się będzie miało do równych szans prowadzenia kampanii przez wszystkich kandydatów, skoro część z nich do tej pory nie jest oficjalnie zarejestrowana na skutek błędnego działania PKW?
Okazuje się jednak, że “Nowy Ekran” nie chce korzystać z przywileju i domaga się rozpisania wyborów i kalendarza wyborczego od nowa, powołując się na zapisy w Konstytucji o równym prawie i dostępie dla wszystkich. Mało tego, komitet stwierdza, że PKW nie miała prawa przedłużać im o 7 dni możliwości zbierania podpisów, bo taka prerogatywa mieści się jedynie w kompetencji Prezydenta RP. Komitet złożył do Prokuratora Generalnego zawiadomienie o popełnieniu przez PKW przestępstwa – powiadomił też Prezydenta RP i Marszałków Sejmu, i Senatu. Złożył także wobec powyższego wniosek o nowy termin wyborów. Członkowie komitetu uznali nowy Kodeks Wyborczy za bubel prawny, którego konsekwencje właśnie mamy. 

Konferencja KWW Obywatelskich List Wyborczych Nowego Ekranu

Komitet w tej sprawie zorganizował konferencję prasową, no i ... No właśnie i .... Cisza. Na konferencji obecne były wszystkie “wiodące” stacje telewizyjne. Redaktor naczelny “Nowego Ekranu”, bloger Łążący Łazarz, napisał 7. września o stacjach telewizyjnych: Zmowa.Domyślamy się... że byłby zbyt wieki szum. A ma nie być. Społeczeństwo ma wiedzieć to co ma wiedzieć i ani grama więcej. W tej zmowie wzięły udział zarówno TVP, TVN jak i Polsat. Wiemy także, że to nie nasza megalomania, że przemilczano naprawdę ważne wydarzenie z powodu którego wczoraj w nocy było spotkanie w Sejmie wszystkich świętych z udziałem sędziów Trybunału Konstytucyjnego, na którym tęgie głowy zastanawiały się "co z tym fantem zrobić" czytaj: jak to zneutralizować.” 
Zresztą - warto pooglądać i posłuchać - tego w telewizji nie obejrzycie: 

p.s.

Tyle się mówi w polskich mediach o Białorusi i A.Łukaszence w kontekście łamania praw opozycji i standardów wyborczych. Gdzie się teraz podziali redaktorzy J.Żakowski, T.Lis, K.Durczok i M.Olejnik? Gdzie tzw. “telewizja publiczna” ze swoją osławioną misją?


wtorek, 6 września 2011

Ballada o "Bandzie Czworga"

Komentatorzy narzekają, że kampania wyborcza w internecie jest słaba. Może i jest. Niekwestionowanym królem polityki w internecie jest Janusz Korwin-Mikke, a i Janusz Palikot dwoi się i troi, żeby maksymalnie wykorzystać to narzędzie komunikacji. Ukazał się właśnie filmik pod nazwą "Ballada o bandzie czworga", promujący Nową Prawicę JKM.  Tu link: http://youtu.be/CB3pgot8hHU  Jak odpowie Janusz Palikot?                                                                                                         




niedziela, 28 sierpnia 2011

Konkurencja dwutorowa

Przepychanka medialna w sprawie debat trwa w najlepsze. Wszyscy zgłaszają chęć merytorycznej debaty i wzywają pozostałych do takowej, apelując, żeby tamci nie tchórzyli, nie bali się i nie uciekali. Wszyscy są gotowi i mogą choćby dziś stanąć i rozmawiać o sprawach najważniejszych dla Polski.
Oczywiście merytoryczna debata odbywać się powinna, ale jak się okazuje, to wyłącznie w jedynie słusznym gronie. Rzecznik PiS, Adam Hofman, nie owija w bawełnę i mówi, że "w Polsce jest tylko partia, która rządzi - Platforma - ze swoimi przystawkami PSL-em i SLD, przyszłą przystawką. No i jesteśmy my. I jeśli w ogóle toczy się jakiś spór to między nami", a lider PSL - Waldemar Pawlak stwierdza, że: "ponieważ od czterech dni mamy dramatyczną dyskusję, gdzie się spotkać i o czym rozmawiać, to ze strony PSL mamy taką prostą propozycję wychodzącą naprzeciw tym dramatycznym wyzwaniom: proponujemy, by PO i PiS spotkały się w PSL".


Tymczasem, bez zbędnego jazgotu medialnego i dramatycznego rozdzierania szat, pierwszą merytoryczną debatę, pomiędzy lewicą a prawicą, zapowiedzieli w niedzielny wieczór Janusz Palikot i Janusz Korwin-Mikke. Sprawnie, konkretnie, normalnie – po prostu bez ściemy, czyli tak jak chciał premier D.Tusk. To musiało zaniepokoić sztaby wyborcze partii sejmowych, więc trzeba było coś szybko zorganizować, żeby uniknąć całkowitej kompromitacji i odebrać atut pierwszeństwa.
W piątkowy wieczór, w stacjach telewizyjnych POLSAT i POLSAT NEWS, odbyła się więc, zorganizowana z godziny na godzinę dyskusja zaproszonych do studia gości – Waldemara Pawlaka i Donalda Tuska. Grzegorz Napieralski nie przyszedł, Jarosław Kaczyński i Paweł Kowal byli na wyjeździe. Rozmowę w studio Waldemara Pawlaka z Donaldem Tuskiem okrzyknięto szumnie debatą. Ta tzw. debata, polegała na tym, że rządzący, sami ze sobą i dziennikarzem prowadzącym, rozmawiali o sobie samych. Janusz Palikot, który chciał uczestniczyć w tej dyskusji, ale nie został wpuszczony do studia telewizyjnego, na swoim blogu, podsumował: “to, co obejrzeliśmy w TV to fikcja, propaganda koalicjantów, ideowych wydmuszek, przypominających duet PZPR-ZSL!”
W piątkowy wieczór, w głównych wydaniach wiadomości, rozmowa premiera z wicepremierem przeszła bez echa. W Faktach TVN, nie padło nawet słowo na jej temat, a w Wiadomościach TVP1, jednym zdaniem, poinformowano, że “dzisiaj debatują W.Pawlak z D.Tuskiem”, nie informując, gdzie się odbywa ta tzw. debata i o czym ona jest. Takowa informacja byłaby po prostu reklamą dla konkurencyjnej stacji telewizyjnej. POLSAT był szybszy i wykorzystał nadarzającą się okazję, żeby zareklamować konkurencyjną dla TVN24 stację POLSAT NEWS.
No i słusznie! Skoro sejmowi politycy i sztaby wyborcze robią sobie żarty dla swoich korzyści, to dlaczego żartów dla swoich korzyści nie mieliby robić inni – także stacje telewizyjne? Politycy chcą wygrać “dla dobra Polski” to i stacje telewizyjne chcą podnieść oglądalność “dla dobra widzów”. W całej tej grze zorientowali się i to nie od teraz, nawet tzw. zwykli ludzie, którzy tak jak w Wałbrzychu czy Żarach, byli gotowi oddać dla przyszłości Polski swój cenny głos w wyborach, ale nie za darmo. Skoro “oni” chcą zarobić, to i “my” chcemy zarobić - choćby dwie dychy lub flaszkę wina.  W Wałbrzychu wyszli naprzeciw tym oczekiwaniom zwykłych ludzi, politycy związani z PO, a w Żarach politycy lewicy. To się nazywa wyczuwaniem nastrojów społecznych i otwarciem na postulaty lokalnego społeczeństwa. 
Jak więc widać, konkurencja wyborcza nie dotyczy wyłącznie partii politycznych, ale także mediów i nawet zwykłych ludzi.

p.s.
Ciekawe jak do debaty J.Palikot kontra J.Korwin-Mikke podejdą niezależne i publiczne media?
Tu mamy przedsmak prawdziwej debaty:
http://www.youtube.com/watch?v=wEzsw8jGKZg&feature=related 
http://www.youtube.com/watch?v=M8O1kedzxao

*Polska The Times 23.08.2011

środa, 24 sierpnia 2011

Koniec konkursu. Wyniki.

W dniu 19. czerwca b.r. ogłosiłem konkurs, na nazwę miejscowości, której nazwy nie widać, a zaczyna się na literę: "L".  Prosiłem, żeby odpowiedzi kierować na skrzynki mailowe właściwych urzędów, a najlepiej na Berdyczów. 
Konkurs cieszył się dużym powodzeniem i po dwóch miesiącach mamy wyniki!
Było tak jak na zdjęciach poniżej:


Żary, pl.Łużycki, 19. czerwca 2011






Po dwóch miesiącach nastąpiła zmiana i jest tak:


Żary, pl. Łużycki, 23. sierpnia 2011




Wyniki konkursu:
nazwa miejscowości to - Lubieszów
zwycięzcy konkursu:
1. Zdrowy rozsądek
2. Właściwe urzędy
3. Kierowcy wszystkich stron świata
czynniki sprzyjające: 
1. Strach przed opinią publiczną
2. Zbliżające się wybory 
3. Akcja propagandowa "Polska w budowie"


Konkurs okazał się sukcesem. Tak naprawdę wygrali mieszkańcy miasta i powiatu żarskiego, bo nikt z przyjezdnych nie będzie się teraz z nich śmiał. 
Zwycięzcom gratuluję.

wtorek, 23 sierpnia 2011

Krzyżyk na przewodniczącym

Gruchnęła wieść, że na wrocławskiej liście Ruchu Poparcia Janusza Palikota, znalazła się jego teściowa. Co prawda, na 13. miejscu, ale zawsze. Ruszyli harcownicy i zaczęli dokazywać o “nepotyzmie” i o tym, że “miały być lepsze standardy”. Harcownicy najwyraźniej zapomnieli, że to przecież właśnie są te “lepsze standardy”. Różne środowiska z SLD i PO na czele, zachłystywały się i odmieniały na wszelkie sposoby słowo “parytety”. Ustawowo została więc zagwarantowana procentowa liczba miejsc na listach wyborczych dla kobiet. Niektórzy, w tym np. Janusz Korwin-Mikke, ostrzegali, że skończy się to łapanką i upychaniem na listy żon, córek, kuzynek, koleżanek i kochanek, aby tylko spełnić wymogi ustawowe. No i mamy właśnie skutek ustawy. Wrocławską listę RPP otwiera kobieta – lekarz, a przecież teściowa też kobieta i z 13. miejsca popracuje, żeby lista dostała jak najwięcej głosów. Każdy głos na wagę złota. W całym tym szumie nikt nie informuje, kim jest teściowa J.Palikota, oprócz tego, że pełni funkcję teściowej. Ci, którzy teraz wspominają coś o “nepotyzmie”, powinni w swojej hipokryzji siedzieć cicho albo oburzać się na takiego Ryszarda Kalisza z SLD, który to zawsze w mediach stoi na czele walki o parytety i specjalne prawa dla środowisk homoseksualnych, ale jak tylko przyszło do układania list wyborczych, to natychmiast pogonił z pierwszego miejsca, partyjną koleżankę - Katarzynę Piekarską i sam zajął tzw. jedynkę – miejsce dające mandat na 99%. Podobnie w województwie lubuskim – posłowie SLD, Boguś Wontor (tak się kiedyś reklamował w wyborach – “To Boguś Wontor”) i Jan Kochanowski, tak bardzo popierali parytety, że oczywiście umieścili na liście kobiety, ale sami umieścili się na ich czele. I chociaż Boguś Wontor został w efekcie zepchnięty przez demokratyczny kolektyw (skupiony w osobie nielubiącego go chyba przewodniczącego, “męża stanu” Grzegorza Napieralskiego), to niesmak parytetowy pozostał. Sympatyczna i lubiana, kandydatka z Żar, szefowa niosącego kaganiec oświaty, lokalnego ZNP – Lucyna Grzybowicz, została schowana na 8. miejsce – tak, żeby zmniejszyć jej szansę. W ogóle to SLD strzeliło sobie w stopę, w przypadku działacza środowisk homoseksualnych, R.Biedronia. Tak go zwodzili, że w końcu trzasnął drzwiami i przyjął propozycje J.Palikota, żeby startować z listy RPP. No i proszę - będzie jedynką w okręgu gdańskim, gdzie zmierzy się z premierem L.Millerem z SLD. Janusz Palikot wykazał się refleksem i zagrał po mistrzowsku. Zresztą – to środowisko, które głosowało dotychczas na SLD, czyli Kampania Przeciw Homofobii, nie chce już mieć nic wspólnego z tą partią i poprą RPP. Działaczka KPH wystartuje np. z listy RPP w woj. lubuskim.* Sprawa R.Biedronia przeważyła szalę, ale jeszcze nie umilkł szum, a już szefowa Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, Wanda Nowicka, zrezygnowała z kandydowania z list SLD i także wystartuje z listy RPP J.Palikota. Stwierdziła przy okazji, że wydaje jej się, iż obecny SLD "nie jest partią wiarygodną", bo przez 20 lat w Sejmie i wiele lat w rządzie nie zrealizował postulatów środowisk, które W.Nowicka reprezentuje.*  

Zdjęcie fanki J.Palikota ze strony RPP, foto. E.A.Zalewska

 Te sytuacje obnażyły hipokryzję i cynizm SLD. Oczywiście, nie moje to zmartwienie i nie moja troska. Teraz pojawią się zaklęcia i czary. SLD będzie musiało nadrabiać miną – odbudowa wizerunku partii walczącej o prawa kobiet i przywileje dla osób homoseksualnych, przez kilka tygodni kampanii, będzie jednak mało realne. Tym bardziej, że z informacji, do których “dotarł” tygodnik WPROST*, wynika, że były prezydent A.Kwaśniewski nie chce być twarzą kampanii SLD, a osoba “z otoczenia prezydenta” mówi, że A.Kwaśniewski “postawił na Napieralskim krzyżyk”. Jak krzyżyk, to krzyżyk. Tu obrońców chyba nie będzie.
*Gazeta Wyborcza Zielona Góra, 19.08.2011    *Gazeta.pl, 22.08.2011    *WPROST 20.08.2011






sobota, 20 sierpnia 2011

Debaty koncesjonowane

Korzystając ze starych i sprawdzonych wzorów okrągłostołowych, kiedy to generał Czesław Kiszczak, w mniej lub bardziej zawoalowany sposób, dobierał sobie opozycję do rozmów, premier Donald Tusk postanowił zrobić ten sam manewr. Zaproponował* otóż tzw. “debatę” na temat "spraw najważniejszych dla Polski". W debacie uczestniczyć mieliby ministrowie obecnego rządu, ale nie ci z PSL, tylko ci z PO oraz wyznaczeni przedstawiciele “największej opozycyjnej partii”, czyli PiS. Debata miałaby odbywać się codziennie w “dowolnej stacji telewizyjnej”, a jej zwieńczeniem byłaby rozmowa samego premiera Tuska z prezesem Kaczyńskim. Premier nie ma nic przeciwko wspólnemu ustaleniu "reguł gry", żeby nie było "żadnej ściemy".
Największa partia sejmowa, która dostaje wielomilionowe dotacje z budżetu państwa, czyli pieniądze podatników, chce jeszcze mieć dodatkowy, bezpłatny czas w kampanii wyborczej, na tzw. “debatę”. Do tego proponuje, a właściwie to wyznacza sobie, drugą, sejmową, biorącą dotacje państwowe partię, jako dyskutanta. A przecież te dwie partie, nie mówiąc już o konkretnych posłach, są w sejmie od wielu lat, rządziły, i rządzą Polską. Mogły i nadal mogą debatować w sejmie na tematy gospodarcze i te "najważniejsze dla Polski” – nawet codziennie. Mało tego – mogły faktycznie działać, będąc u władzy, wdrażać w życie i realizować różne pomysły. Przedstawiciele tych partii, debatowali i rozmawiali już na wszelkie możliwe tematy, przez kilka ładnych lat, co tydzień w programie “Kawa na ławę”,“Forum”, “Tomasz Lis na żywo”, “Teraz my”, “Rozmowa Rymanowskiego” i w wielu, wielu innych programach telewizyjnych i radiowych - także tych lokalnych. Co nowego powiedzieć może więc minister Cezary Grabarczyk? Co nowego powie minister Julia Pitera? Czym zaskoczy nas Ewa Kopacz? Czym może zaskoczyć nas minister Jacek Rostowski? Zasypią nas liczbami, cytatami z dokumentów, paragrafami i nowomową partyjno-urzędniczą, która w wielu rodakach budzi ciągle jeszcze podziw i poważanie. Powiedzą, że “mają wiedzę”, co trzeba zrobić i mają plan, i gotowe rozwiązania? Skoro “wiedzą” i “mają”, to przecież mogli i mogą to robić. PiS był u władzy i miał swojego prezydenta – PO jest u władzy i ma swojego prezydenta od roku. Kto więc przeszkadza?
Premier oczywiście “nikomu nie zamyka drogi do debaty” i dlatego “wraz z ministrami swojego rządu będzie do dyspozycji każdej innej partii”, ale “wszyscy widzimy”, że to PO i PiS “realnie ubiegają się o to, aby rządzić” i “ten pojedynek o przyszłość Polski rozstrzygnie się jednak między tymi dwoma partiami". Czyli jak premier mówi, że “nikomu nie zamyka drogi do debaty”, to wiadomo, że mówi.
A może należałoby taką debatę zorganizować, ale pod warunkiem, że PO i PiS będą rozmawiać z mniejszymi, pozaparlamentarnymi partiami, np. z Nową Prawicą Janusza Korwin-Mikke, Ruchem Poparcia Janusza Palikota, Prawicą RP Marka Jurka? Rozumiem – siadają naprzeciw siebie premier Donald Tusk, Janusz Korwin-Mikke, siada Jarosław Kaczyński, Janusz Palikot i Marek Jurek. Wtedy miałoby to sens, bo wyborcy mogliby dowiedzieć się czegoś nowego, zobaczyć faktyczne różnice programowe i mieć jakiekolwiek porównanie. ... Wiem. Mało możliwe. Miłująca demokrację, prawdę i sprawiedliwość “Banda Czworga” nie dopuści. Będą rozmawiać, ale tylko w swoim gronie – dwóch, a po chwilowym przeczołganiu PSL i SLD - czterech największych partii sejmowych. Bo przecież chodzi o to, żeby były jasne "reguły gry", i żeby nie było "żadnej ściemy". Inaczej byłoby to niezgodne z rozpisanym scenariuszem i podziałem ról.

*WPROST, 20.08.2011