25 lat temu runął mur w Berlinie

25 lat temu runął mur w Berlinie
Za plecami karabiny republiki. Berlin Zachodni 1988 r. Stoję na punkcie kontroli granicznej "Charlie", w strefie amerykańskiej. W tle enerdowskie przejście kontrolne. Przejście na wschodnią stronę i słynne tablice, informujące w czterech językach o tym, że "opuszczacie sektor amerykański" (YOU ARE LEAVING THE AMERICAN SECTOR). Kilkaset metrów dalej stacja Friedrichstrasse.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Żary. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Żary. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 23 grudnia 2014

Ostatni pociąg

Pociąg kategorii Intercity relacji do i z Krakowa Głównego do Berlina pojawił się w rozkładzie jazdy 1995/1996. Kursował przez Wrocław, Zieloną Górę, Rzepin i Frankfurt nad Odrą, ale z uwagi na zły stan torów w rozkładzie jazdy 2001/2002 zmieniona została trasa przejazdu. Pociąg zaczął kursować z Wrocławia przez Legnicę, Żagań, Żary, Forst i Cottbus. Na odcinku z podlegnickich Miłkowic do niemieckiego Chociebuża (Cottbus) linia kolejowa nie jest zelektryfikowana. Na tym odcinku wagony ciągnęła więc lokomotywa spalinowa.
"WAWEL" w rozkładzie jazdy 2006/2007 kursował codziennie od poniedziałku do soboty z Krakowa do Hamburga, już jako pociąg kategorii EuroCity.
Do kolejnej zmiany trasy doszło w rozkładzie jazdy 2010/2011. Pociąg jeździł na trasie przez Legnicę, Chojnów, Bolesławiec,Węgliniec, Żary, Forst, Chociebuż (Cottbus).
W grudniu 2012 r. trasa została skrócona i pociąg rozpoczynał bieg we Wrocławiu. Czas przejazdu z Wrocławia do Berlina wynosił 4 godz. 56 min.
Likwidacja połączenia to wspólna decyzja Deutsche Bahn i PKP Intercity. Połączenie wg przewoźników stało się nierentowne. Zbyt długi czas przejazdu musiał powodować stały spadek podróżnych.
Trudno się dziwić. Wieloletnie zaniechanie remontu torów na trasie Legnica – Żagań – Żary-Tuplice oraz Węgliniec - Żary - Tuplice, musiało się tak skończyć. 
Nie pomogło już nawet to, że na trasie Legnica-Węgliniec pociąg osiągał prędkość 160 km.h.

Pociąg był zbyt wolny. Najwolniejszy w kategorii EuroCity w Europie. A przecież niedługo minie prawie 80 lat od czasu, kiedy na trasie Berlin-Wrocław jeździł, wtedy najszybszy w Europie pociąg - Latający Ślązak.

EC WAWEL jadąc z Berlina do Wrocławia wjeżdżał na stację Żary o godz. 12.12. W odwrotnym kierunku, z Wrocławia do Berlina, planowo wjeżdżał o godz. 14.45.
Ostatni skład z Wrocławia do Berlina, wjechał w piątek, 12 grudnia.
Ostatni skład pociągu EC WAWEL z Berlina do Wrocławia wjechał na stację Żary z ponad półgodzinnym opóźnieniem w sobotę, 13 grudnia.





Latający Ślązak (Fliegender Schlesier) kursował od maja 1936 r do 21 sierpnia 1939 r na trasie łączącej Berlin z miastami na Śląsku. Był to najszybszy pociąg w Europie.
Trasa przejazdu wiodła przez: Frankfurt nad Odrą, Guben, Lubsko, Jasień, Żagań, Rokitki, Legnicę, Środę Śląską, Wrocław, Oławę, Brzeg, Opole, Kędzierzyn-Koźle, Gliwice. Średnia prędkość przejazdu wynosiła 128 km/h, przy maksymalnej 160 km/h.

Ze stacji Berlin Charlottenburg odjeżdżał o godz. 19.37 a we Wrocławiu (Breslau Hbf) był o godz. 22.46. Podróż z Berlina do Wrocławia trwała więc około trzy godziny, a nawet 2 godz. 40 minut, w zależności od jakiej stacji w Berlinie (od najdalszej – Charlottenburg – odjazd 19.37, Zoologische Garten – odjazd 19.44, Friedrichstrasse – odjazd 19.56, Schlesischer Bf. (obecnie dworzec: Berlin Wschodni) - odjazd 20.06)

niedziela, 2 marca 2014

Męczeństwo starosty Cieślaka

"Świat wstrzymał oddech" – napisał jakiś internauta w komentarzu pod informacją o tym, że starosta Powiatu żarskiego Marek Cieślak, opuszcza PO.

Marek Cieślak, faktycznie ogłosił w mediach swoje odejście z PO. Oficjalnym powodem są straszliwe prześladowania, polegające na marginalizowaniu jego osoby i dyktatorskim sposobie zarządzania partią. Starosta nie chce, aby jego "los i byt zależały od woli pana Maciuszonka, albo jego popleczników" i tak ogólnie "czuje się odsunięty". Nie mógł się też pogodzić z tym, że "nikt mnie do niczego nie potrzebuje, nikt nie stawia zadań".

Oczywiście faktycznym powodem opuszczenia partii, może być to, że łajba PO zaczyna tonąć, a pan starosta jednym susem chce przeskoczyć na jakąś tratwę ratunkową. Tą tratwą ma być Lepsze Lubuskie z Wadimem Tyszkiewiczem na czele. Ale przecież, to sam Wadim Tyszkiewicz, szedł przez lata, ramię w ramię z PO i nastręczał w lokalnej tv mieszkańcom Żar Wacława Maciuszonka, jako kandydata na burmistrza Żar.
Było to dziwne, że burmistrz (prezydent) jednego miasta, nastręcza mieszkańcom innego miasta, kandydata na burmistrza. Może mieszkańcom Żar to pasowało – może nie, ale protestów nie było słychać. Ciekawe, co to byłoby, jakby tak np. burmistrz Żar zaczął oficjalnie nastręczać mieszkańcom Zielonej Góry czy Nowej Soli kandydata na prezydenta miasta?
Ale zostawmy to.

Staroście Cieślakowi nakazali poświęcać się dla partii i odwoływać wicestarostę Danutę Madej, bo może być ona - teoretycznie - ewentualnym kontrkandydatem obecnego burmistrza, w nadchodzących wyborach samorządowych. Może takie poświęcenie dla partii byłoby możliwe, ale przecież natychmiast, po takim ruchu, doszłoby do odwołania starosty przez koalicję radnych z D.Madej na czele, a co za tym idzie, do utraty stanowiska, pensji i wpływów. Na takie poświęcenie dla jakiejkolwiek partii, Marek Cieślak z pewnością nie był i nie będzie nigdy gotów. Zresztą – któż by był?
Ale ładnie brzmią słowa, że "ja byłem przeciw", co brzmi prawie tak, jakby sprzeciw, co do odwołania, wynikał z absolutnej miłości i bezinteresownej chęci obrony wicestarosty, a nie z obrony swojego stanowiska pracy.

Dariusz Grochla (Tobie i Miastu) oraz Danuta Madej (Forum Samorządowe), oficjalnie poparli , w drugiej turze, kandydata na burmistrza Żar, Wacława Maciuszonka, donosiła Gazeta Lubuska 26 listopada 2010 r.

Marek Cieślak żali się też, że "w tutejszym PO nie znosi się sprzeciwu, głos pana jest jedynym obowiązującym, a tak. np. jest w Korei Południowej".

Tu się pan Marek zapędził i oczywiście pomylił Koreę. A może się nie zapędził, tylko tak - z dawnego przyzwyczajenia - potępił?

Przy okazji męczeństwa – w mediach pojawia się skrócona oraz nowa wersja historii. Marek Cieślak, oprócz Unii Demokratycznej i Unii Wolności, czego media nie podają, był wcześniej, w okresie PRL-u, członkiem PZPR (Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej) i SD (Stronnictwa Demokratycznego). Potem włączył się i poszedł z duchem przemian.
Tyle, a propose skróconej wersji historii.
Jeżeli zaś chodzi o całkiem nową wersję historii, to jest nią niewątpliwie informacja, że Marek Cieślak (sam tego nie mówi) - "był założycielem PO w Żarach". Nie ma to nic wspólnego z prawdą, ale ładnie brzmi w kontekście aktualnego męczeństwa.

No i na koniec ważna myśl: "Jeśli w partii eliminuje się ludzi, którzy myślą inaczej, to doprowadza się do dyktatury"

Naprawdę Panie starosto?



* cytaty: Radio Zachód, Regionalna

niedziela, 23 lutego 2014

Janusz Korwin-Mikke w Żarach.


Prawie dokładnie, bo o 14.48, w czwartek 20 lutego 2014 r., na peron pierwszy dworca kolejowego w Żarach, wjechał pociąg EuroCity "WAWEL", relacji Wrocław-Hamburg. 
Z pierwszego wagonu wysiadł Janusz Korwin-Mikke.

Orkiestry powitalnej nie było, ale w rolę witającego tłumu, wcieliłem się osobiście, a towarzyszyli mi, kolega Tomek Elbl, kolega Adrian z redakcji "Mojej Gazety" oraz znakomity fotoreporter – Jacek Herok.

Chwyciliśmy walizki i pojechaliśmy prosto na ulicę Bohaterów Getta, gdzie mieszczą się Warsztaty Terapii Zajęciowej i Dzienny Dom Wsparcia dla osób niepełnosprawnych. Tam na Janusza Korwin-Mikke, czekał już Tomasz Pawłowski, któremu towarzyszyła szefowa Stowarzyszenia na Rzecz Osób Niepełnosprawnych "Radość Życia" – Krystyna Szot. Obaj panowie znają się, bo dzięki nowoczesnej technice i internetowi, mogą się ze sobą komunikować. Teraz spotkali się "w realu" i mogli przez chwilę porozmawiać na osobności.
Obejrzeliśmy jeszcze obiekt, zrobiliśmy kilka pamiątkowych zdjęć i już trzeba było uciekać, bo czas gonił.

Na rynek żarski wkroczyliśmy jeszcze wczesnym popołudniem, a że tu jest strefa bezpłatnego internetu, to JKM zgłosił zapotrzebowanie na prąd. Weszliśmy do nowej kafejki – Passion Cafe. Panie pracujące w lokalu, były wyraźnie zaskoczone i nie mogły uwierzyć – "O tej porze pusto, a tu nagle taka znana postać".
JKM zamówił koktajl bananowy i przez kilkanaście minut, w skupieniu, uaktualniał wpisy na Facebooku i swojej stronie internetowej. Trzeba być na bieżąco. Prawie 200 tys. fanów facebookowego profilu – "to zobowiązuje".

Po wyjściu z lokalu, JKM posiedział chwilę na ławeczce z kompozytorem - Jerzym Filipem Telemannem, a potem przy wielojęzycznej tablicy poświęconej żarskiemu ksiegarzowi - Franciszkowi de Julien, rozmawialiśmy o języku dolnołużyckim. Po drodze wstąpił do sklepu i kupił prezent dla żony. Zaszliśmy też na sekundę do antykwariatu Janusza Werstlera. Krótka wymiana zdań. Uścisk ręki.

W redakcji nowego tygodnika "Moja Gazeta", który ma ruszyć już za kilkanaście dni, czekał na nas redaktor naczelny – Błażej Torański, który przed kamerą, przeprowadził z gościem krótką rozmowę. Potem przy kawie i cieście, w większym gronie i w luźnej atmosferze, porozmawialiśmy i pożartowaliśmy. 
Ale czas gonił. O godz. 17.00 w Pubie Max zaplanowane było otwarte spotkanie. Nie wypadało się spóźniać – tym bardziej, że o godz. 20.00, w Zielonej Górze, zaplanowane było kolejne.

Gdy wjechaliśmy na ul. Okrzei, w kierunku pubu, nie było prawie miejsca do zaparkowania. To zapowiadało sporą frekwencję. Faktycznie – w dużej sali na piętrze, ścisk – nie szło prawie przejść.Wszystkie miejsca siedzące zajęte i reszta na stojąco - jak nic ok. 200 osób. Rozległy się brawa, a JKM, natychmiast zarządził "przesunięcie się wszystkich z krzesłami o dwa metry do przodu". Wszyscy się posłuchali i przesunęli pod samą scenę, a niektórzy nawet – w tym, sam Tomasz Pawłowski – usiedli na krzesłach, na scenie.

JKM mówił przez prawie godzinę. Tematem prelekcji była: "Cywilizacja europejska a cywilizacja unijna". Kwiecistym, momentami ostrym językiem, wznosząc palec wskazujący ku górze, mówił o upadku wartości europejskich i antycywilizacji, którą niesie ze sobą Unia Europejska oraz związanych z tym zagrożeniach – szczególnie inwazji islamu. Było też o rosnącej potędze Chin, historii rewolucji w Kambodży, terroryzmie. W dosadnych słowach ośmieszył fikcję polityki walki z globalnym ociepleniem. Skrytykował system podatkowy, złe prawo, a także miałkość, perfidię i głupotę rządzących Polską.

Cała sala – studenci, licealiści, seniorzy, samorządowcy, przedsiębiorcy – wszyscy bili brawo. Było jeszcze kilka pytań od publiczności, zakup książek, autografy, długa kolejka do wspólnego zdjęcia. JKM pożegnał się z właścicielami pubu i już pomknęliśmy do Zielonej Góry.
Tam – w klubie KAWON – także czekał tłum ludzi.
- Ależ ma zdrowie i kondycję – zauważył kolega Mirek, który towarzyszył nam w drodze.


Poniżej relacja foto i video z wizyty:

JKM na dworcu kolejowym w Żarach:

Rozmowa w redakcji tygodnika "Moja Gazeta":


Okiem fotoreportera Jacka Heroka:

Powitałem  JKM na dworcu kolejowym w Żarach

Sprawnie przemaszerowaliśmy schodami żarskiego dworca kolejowego

JKM z Tomaszem Pawłowskim przy Domu Dziennego Wsparcia dla osób niepełnosprawnych w Żarach

JKM z szefową Stowarzyszenia na Rzecz Osób Niepełnosprawnych "Radość Życia" - Krystyną Szot, Tomaszem Pawłowskim i Tomaszem Elblem

Wkroczyliśmy na żarski rynek

Koktajl bananowy w kafejce, w żarskim rynku

JKM na ławeczce z kompozytorem Jerzym Filipem Telemannem

JKM mija Salon Wystaw Artystycznych na żarskim deptaku

Przy tablicy upamiętniającej Franciszka de Julien, którą ufundowało Towarzystwo Upiększania Miasta

W redakcji tygodnika "Moja Gazeta" razem z redaktorem naczelnym Błażejem Torańskimi  i przedsiębiorcą - Andrzejem Wojtaszkiem.

Humor w redakcji tygodnika "Moja Gazeta" dopisywał

Pełna sala w Pubie MAX - dużo młodych ludzi - licealiści, studenci, a także - przedsiębiorcy, urzędnicy, samorządowcy

Pytania i dyskusja po prelekcji - pytanie zadaje przedsiębiorca Tomasz Żółkiewicz

JKM obrazowo tłumaczył pewne kwestie - tu akurat o środku ciężkości

Można było zakupić książkę z autografem

Kolejka do wspólnego zdjęcia była naprawdę długa, ale wszyscy mieli taką możliwość i skorzystali!


Dziękuję redakcji tygodnika "Moja Gazeta" i znanemu fotoreporterowi - Jackowi Herokowi za udostępnienie zdjęć.

Janusz Korwin-Mikke na dworcu kolejowym w Żarach

W Czwartek 20 lutego 2014 r., pociągiem EuroCity "WAWEL", relacji Wrocław-Hamburg, przyjechał do Żar - na moje zaproszenie - znany publicysta, autor wielu książek, prezes Kongresu Nowej Prawicy - Janusz Korwin-Mikke.

Przywitałem znamienitego gościa osobiście, co uwiecznił kamerzysta z redakcji tygodnika "Moja Gazeta":
http://www.youtube.com/watch?v=umcUfviKi88


Dziękuję redakcji tygodnika "Moja Gazeta" za wsparcie medialne całej wizyty.

poniedziałek, 8 lipca 2013

Rondo, czyli "do przyjaciół gówniarzy"

"Do przyjaciół gówniarzy"*

Nie wiem dlaczego, jak najbardziej poważnemu radnemu J.Szczotce (klub radnych Tobie i Miastu, Ruch Palikota), przeszkadzają młodzi mieszkańcy Żar, którzy z własnej woli przyszli z polskimi flagami pod Urząd Miasta, żeby godnie i w spokoju wyrazić swoje poparcie dla idei nazwania ronda imieniem kresowianina, rotmistrza Witolda Pileckiego.
Trzeba ich od razu publicznie obrażać? Są niepoważni, bo zależy im na pamięci o polskich bohaterach? Są niepoważni, bo trzymają w ręku polską flagę?
Mam nadzieję, że mówiąc o "gównarzeri" i o "bojówkach" oraz o tym, kto nie powinien być traktowany "poważnie", szanowny pan radny nie miał na myśli ani zasłużonych dla polskiej racji stanu działaczy wrocławskiego Stowarzyszenia ODRA-NIEMEN ani kombatantów ze Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, którzy oficjalnie poparli nazwanie ronda imieniem rotmistrza?
Mam także nadzieję, że jak najbardziej poważny, szanowny pan radny, poważnie traktuje 132. mieszkańców miasta, którzy podpisali się pod inicjatywą i zgłosili wniosek do Rady miejskiej - mówiąc o "gównarzeri" i "bojówkach" nie miał ich na myśli?
A może szanowny pan radny, mówiąc te wszystkie słowa, miał na myśli tych radnych, którzy uważali, że zarówno jedna jak i druga propozycja nie jest dobra, i że najlepsza byłaby jakaś nazwa regionalna, ale w głosowaniu zamiast konsekwentnie dwa razy wstrzymać się lub dwa razy być przeciw (żeby nie wyjść na hipokrytów), to głosowali jednak za W.Szymborską, a przeciw W.Pileckiemu?
Mieszkańcy, którzy złożyli wniosek, mają bardzo różne poglądy polityczne, ale łączy ich Polska, polski punkt widzenia i polska racja stanu. Niektórzy radni temu wyzwaniu nie sprostali.
Odpowiedzi nie oczekuję. "Spisane będą czyny i rozmowy".

Paweł Skrzypczyński


* List powyższej treści, wysłany został drogą elektroniczną do redakcji lokalnej gazety w środę 3. lipca. Nie ukazał się w ostatnim numerze. Może ukaże się w najbliższym?

p.s.
Radny SLD Franciszek Wołowicz na łamach "Gazety Lubuskiej" (28.06.2013), kreował się tradycyjnie na "wyważonego" i stwierdził: "Po części podzielam opinie w sprawie obu patronów (...) propozycje nie były zbyt trafne, a na dodatek wywołały konflikt"
Skoro obie propozycje "nie były zbyt trafne", to dlaczego głosował Pan za Szymborską, a przeciw Pileckiemu? Należałoby, zgodnie ze swoimi słowami, być dwa razy przeciw lub dwa razy się wstrzymać.
Przypominam także, że to nie "propozycje wywołały konflikt", a działanie radnych stowarzyszenia "Tobie i Miastu", którzy wiedząc, że jest propozycja Towarzystwa Upiększania Miasta, nazwania ronda im. "rotmistrza Witolda Pileckiego", natychmiast złożyli oficjalną kontrpropozycję, bez żadnej próby kontaktu i rozmowy.

Inicjatywę Towarzystwa Upiększania Miasta, która przerodziła się w inicjatywę uchwałodawczą mieszkańców miasta Żary, żeby rondo nazwać im. "rotmistrza Witolda Pileckiego", oficjalnie poparły: Narodowe Odrodzenie Polski, Stowarzyszenie ODRA-NIEMEN oraz Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej.

Kliknij na obrazek, żeby powiększyć.

piątek, 12 kwietnia 2013

Spinka

Rewolucyjna czujność nie znosi żartów! Każda ręka podniesiona na partię będzie odrąbana!
Na Prima Aprilis zamieściłem tekst:
http://politicalmediashow.blogspot.com/2013/04/szokujacy-pomys-dziaaczy-lewicy.html

Tekst był i jest oczywiście żartem, dlatego wszystkich znających się na żartach pozdrawiam, a tych którzy się nie znają, też pozdrawiam i życzę więcej dystansu do otaczającej nas polityczno-poprawnej rzeczywistości oraz do samych siebie.


Od lewej: poseł SLD Boguś Wontor, poseł SLD Ryszard Kalisz (obecnie bezpartyjny) i przewodniczący SLD w powiecie żarskim Edward Skobelski.

niedziela, 10 marca 2013

Kto pamięta o niezłomnych "Żołnierzach Wyklętych"?

W Żarach pojawiły się kartki, nawołujące do bojkotu NOP (Narodowe Odrodzenie Polski). NOP razem z kibicami Promienia Żary, zorganizował już po raz drugi marsz z okazji Narodowego Dnia Żołnierzy Wyklętych. Kartki rozlepione zostały na płotach, murach i skrzynkach energetycznych. Nie wiadomo, kto je rozkleił i kto nawołuje do tego bojkotu. Nie wiadomo, kto nie chce nacjonalistów w Żarach i nie chce ich "nigdzie". Nikt się po prostu nie podpisał.

Nie wiadomo także, jak władze samorządowe chcą upamiętniać Narodowy Dzień Żołnierzy Wyklętych? W Żarach można upamiętniać żołnierzy Ludowego Wojska Polskiego z II. Armii oraz żołnierzy kresowych, bo istnieją - może to za duże słowo - pomniki, gdzie można składać kwiaty i organizować różne uroczystości. Największy pomnik mają w Żarach żołnierze Armii Radzieckiej, którzy zdobyli niemieckie miasto Sorau. 
Nie ma za to żadnego pomnika Żołnierza Polskiego czy też Chwały Oręża Polskiego, który byłby symbolem jedności i patriotyzmu.
Osobiście wytykam to od lat i będę wytykać nadal! Prędzej czy później, taki pomnik w Żarach powstanie.

Kto się boi podpisać pod tymi hasłami?

środa, 9 stycznia 2013

Kalisz w Żarach

Poseł Ryszard Kalisz gościł 8. stycznia 2013 r. w Żarach. Otwarte spotkanie odbyło się w sali Szkoły Muzycznej im. G.P.Telemanna. Posłowi Kaliszowi towarzyszył lubuski poseł Boguś Wontor, a spotkanie prowadził przewodniczący SLD w powiecie żarskim - Edward Skobelski. 

Na pytanie dlaczego SLD postanowiło eksponować postać Edwarda Gierka, którego rządy zakończyły się wielkim zadłużeniem i kartkami na różne, podstawowe towary, przyznał, że SLD jest w dużej mierze partią sentymentu. 
Na pytania czy SLD będzie za zniesieniem, niemoralnego podatku dochodowego i zastąpienia go podatkami celowymi, czy SLD będzie za okręgami jednomandatowymi i czy wprowadzi ustawę o działalności gospodarczej na wzór ustawy z 1988 r. ministra w rządzie premiera Rakowskiego, Mieczysława Wilczka, poseł Kalisz odpowiedział, że jednak państwo powinno mieć jakiś nadzór i kontrolę, że sam wolny rynek nie załatwi problemów, że banki zarabiają dzisiaj krocie i dlatego należy je bardziej opodatkować, na co - całkiem słusznie -  posłowi odpowiedział natychmiast kolega Janek, że banki przerzucą koszty podatku na konsumentów, czyli na nas wszystkich.

Zresztą, kolega Janek sam skomentował to w następujący sposób:

"Jedynym problemem SLD wg Kalisza jest to że nie mają władzy i że konflikt społeczny przebiega na linii PO-PiS, a lewica jest ignorowana i zapomniana.
Nie powiedział ani słowem na temat masowej emigracji zarobkowej i coraz wyższych obciążeń podatkowych.
Miły i sympatyczny pan, ale trzymać go jak najdalej od władzy" 


Jedno trzeba posłowi Kaliszowi przyznać. Ma doświadczenie w tego typu spotkaniach. Panuje doskonale nad salą, mówi płynnie, jest sympatyczny.
No i ten teatralny dramatyzm w głosie i gestykulacja - szczególnie jak mówi o PiS-ie - i jak komentuje bieżące wydarzenia polityczne.
Zresztą - zobaczcie poniżej sami!

Ale najpierw jeszcze jedna uwaga. Ciekawe, że nikt nie zapytał o list Młodych Socjalistów, skierowany do byłego prezydenta A.Kwaśniewskiego i ostre słowa krytyki, które padły w kierunku posła Kalisza. 
Tu treść listu:
http://politicalmediashow.blogspot.com/2013/01/modzi-socjalisci-pisza-list.html 



Ryszard Kalisz na spotkaniu w Żarach, w teleobiektywie Rafała Szymczaka.



Boguś Wontor, Ryszard Kalisz, Edward Skobelski





















































poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Lep

W ramach postępującej kolonizacji naszego kraju, sieci handlowe znanych marketów, po tym jak opanowały duże i średnie miasta polskie, ruszyły na podbój miast mniejszych. W moim rodzinnym mieście, właśnie miało więc miejsce otwarcie nowego marketu, znanej sieci brytyjskiej, mianowicie TESCO.

Miejscowa prasa przez wiele tygodni podgrzewała atmosferę przed tym otwarciem, co przypominało codzienne relacje mediów z budowy brakującego odcinka autostrady między Łodzią a Warszawą, przed mistrzostwami EURO 2012. Tak samo jak tam “cały naród” budował 20 km autostrady, to tak samo tu “wszyscy mieszkańcy” budowali market. Pieprzu całej sytuacji dodawał fakt, że w mieście już kilka marketów działa, a nowy zbudowany został tuż obok istniejącego już marketu KAUFLAND, czyli pod samym nosem największej metrażowo konkurencji.
Wszyscy tzw. “zjadacze chleba z mrożonego ciasta” karmili się przez kilka miesięcy opowieściami o promocjach, okazjach i tak ogólnie o “cywilizacji”, która wraz z nowym marketem - “postępuje”.

Żeby więc wyjść naprzeciw oczekiwaniom i zrealizować marzenia “zjadaczy chleba z mrożonego ciasta”, na otwarcie rzucono tani cukier. Zupełnie jak za dawnych lat, czyli w czasach mojego dzieciństwa i mojej młodości, kiedy to cukru nie było ot tak sobie w sklepach - cukier do sklepów był “rzucany” przez władzę. Kto miał specjalne kartki, ten mógł cukier nabyć, ale pod warunkiem, że “rzucili” do sklepu.
Tak więc na otwarcie nowego marketu rzucono cukier po 3.29 zł za kilogram, o czym wcześniej informowały wielkie bilboardy i gazetki. W naszej postkolonialnej rzeczywistości, taka informacja musiała spowodować, że rozbudzony został na nowo instynkt łowiecki i odżyły emocje wyniesione z epoki PRL-owskiej komuny. Dla wielu rencistów i emerytów, ledwie wiążących koniec z końcem, możliwość zakupu cukru o przeszło 30 gr. taniej, to już jest coś, szczególnie, że mamy sezon na przetwory. Lud tubylczy, może się więc cieszyć tanim cukrem tak, “jak murzyn blaszką” (jak to powiada młodzież), tym bardziej, że na torebce nie jest napisane tak po prostu i zwyczajnie: “cukier”, tylko - ma się rozumieć – dodatkowo w języku światowym, mianowicie - “sugar”. 

Taki nagły skok cywilizacyjny, połączony z informacjami o nieustających sukcesach władzy, o których to informują nasze media krajowe, może wywołać zbyt wielką euforię, co może być niebezpieczne dla zdrowia, dlatego przestrzegam wszystkich mieszkańców mojego rodzinnego miasta, żeby nie ulegali zbytnio emocjom i starali się jakoś opanować.

Tylko jak nie ulegać tym emocjom, skoro, żeby ludowi tubylczemu nieba przychylić, a i nowej konkurencji pod szyldem TESCO dokuczyć, w KAUFLANDZIE rzucili cukier o jeden grosz taniej – mianowicie po 3.28 zł! A żeby jeszcze ten fakt podkreślić, dodatkowo rzucili tanią mąkę po 1.48 zł za kilogram!
I kto teraz zaprzeczy temu, że nasza władza ma słuszną linię oraz tym wszystkim dobrodziejstwom, które niesie ze sobą “wolny rynek” i “cywilizacja”, która “postępuje”? No kto?










czwartek, 1 marca 2012

Żołnierze Wyklęci. Zaproszenie na Marsz

Rewolucja komunistyczna przyniosła w Polsce krwawe żniwo. Wiele lat po zakończeniu II.Wojny światowej, w Polsce wciąż trwała wojna domowa. Ostatni „żołnierz wyklęty” – Józef Franczak ps. „Lalek” zginął w obławie pod Piaskami (woj. lubelskie) prawie dwadzieścia lat po wojnie – 21 października 1963 r.
W tym samym czasie świat zachwycał się Elvisem Presleyem i The Beatles. Rok wcześniej (1962) powstał zespół The Rolling Stones. W sierpniu w USA odbyła się demonstracja przeciwko segregacji rasowej, podczas której Martin Luther King wygłosił słynne przemówienie "Mam marzenie". Prezydent USA John Fitzgerald Kennedy, 26 czerwca, w Berlinie wypowiedział słowa „Ich bin ein Berliner” (Jestem Berlińczykiem). Kilka miesięcy później, 22 listopada prezydent J.Kennedy ginie w zamachu, w Dallas.
W Polsce, w czerwcu 1963 r. odbył się pierwszy Krajowy Festiwal Piosenki Polskiej w Opolu, a w sierpniu III. Festiwal Piosenki w Sopocie. W październiku odsłonięto w Warszawie Pomnik Żołnierza 1. Armii Wojska Polskiego, a w listopadzie, w Kołobrzegu,  Pomnik Zaślubin Polski z Morzem. Odbyły się m.in. premiery filmów: "Jak być kochaną", "Gangsterzy i filantropi", "Godzina pąsowej róży", "Zbrodniarz i Panna",  "Pasażerka". We Wrocławiu odbyły się Mistrzostwa Europy w koszykówce. Mecz Górnika Zabrze z Austrią Wiedeń, obejrzało na Stadionie Śląskim 120 tys. kibiców.
Na obrazie Pietera Bruegla "Upadek Ikara" z ok. 1557 r., ginącego w morzu Ikara prawie nie widać. Życie toczy się obok zupełnie normalnie.
Została nam pamięć.

Pieter Bruegel (starszy), "Upadek Ikara", ok. 1557 r.


Tadek Firma Solo-Żołnierze Wyklęci(Prod.by BoeseBeats & Abaz Beats)



środa, 22 lutego 2012

Vivat Lusatia! Vivat Silesia!

Budowanie świadomości historycznej i tożsamości regionalnej ma kapitalne znaczenie w procesie budowy społeczeństwa obywatelskiego.  W województwie lubuskim, z jednej strony mamy narzucone odgórnie budowanie sztucznej świadomości "lubuskiej", a z drugiej strony lokalne, oddolne ruchy, odwołujące się do historycznych i geograficznych krain -  Łużyc i Śląska.
Ciekawe, że na jednym samochodzie można zobaczyć zarówno nalepkę Żagania, jak i Żar. Takie lokalne - pozytywne - dwa w jednym. Cieszy oko.


Aby powiększyć, kliknij na obrazek


p.s.
Tak na marginesie, to należy zauważyć, że miasto Zielone Góra, podobnie jak Żagań, też leży na Śląsku (Dolnym Śląsku), ale mieszkańcy tego miasta, albo o tym nie wiedzą, albo wiedzieć nie chcą. Władze Zielonej Góry udają, że nie wiedzą.

środa, 24 sierpnia 2011

Koniec konkursu. Wyniki.

W dniu 19. czerwca b.r. ogłosiłem konkurs, na nazwę miejscowości, której nazwy nie widać, a zaczyna się na literę: "L".  Prosiłem, żeby odpowiedzi kierować na skrzynki mailowe właściwych urzędów, a najlepiej na Berdyczów. 
Konkurs cieszył się dużym powodzeniem i po dwóch miesiącach mamy wyniki!
Było tak jak na zdjęciach poniżej:


Żary, pl.Łużycki, 19. czerwca 2011






Po dwóch miesiącach nastąpiła zmiana i jest tak:


Żary, pl. Łużycki, 23. sierpnia 2011




Wyniki konkursu:
nazwa miejscowości to - Lubieszów
zwycięzcy konkursu:
1. Zdrowy rozsądek
2. Właściwe urzędy
3. Kierowcy wszystkich stron świata
czynniki sprzyjające: 
1. Strach przed opinią publiczną
2. Zbliżające się wybory 
3. Akcja propagandowa "Polska w budowie"


Konkurs okazał się sukcesem. Tak naprawdę wygrali mieszkańcy miasta i powiatu żarskiego, bo nikt z przyjezdnych nie będzie się teraz z nich śmiał. 
Zwycięzcom gratuluję.

środa, 27 lipca 2011

Biedni, bogaci i moraliści

Jak doniósł Dziennik.Gazeta Prawna “wysoki wzrost gospodarczy nic nie daje. Miliony Polaków żyją w niedostatku i nie ma szans, by wyszli na prostą. Stać ich jedynie na bardzo skromne życie. Będzie jeszcze gorzej, bo wzrost gospodarczy zaczyna zwalniać.” Zasięg ubóstwa w Polsce nie zmienia się od dwóch lat, pomimo 4-proc. wzrostu gospodarczego. To zapowiadany cud? Czy może - to cud!
Bezrobocie, zatrudnienie i dochody rodzin utrzymują się na zbliżonym poziomie. "W 2010 r. w skrajnym ubóstwie żyło 5,7 proc. Polaków. To tyle samo, ile w roku poprzednim. Ich wydatki były mniejsze od minimum egzystencji ustalanego przez Instytut Pracy i Spraw Socjalnych. (...) Najwięcej nędzy jest jednak w rodzinach wielodzietnych. Wśród małżeństw z co najmniej czworgiem dzieci aż 24 proc. egzystowało w skrajnym ubóstwie, a w rodzinach z trójką dzieci – 9,8 proc. (...) Ponadto z danych GUS wynika, że w ubiegłym roku żyło w niedostatku 17,1 proc. Polaków (6,5 mln osób). Byli oni zagrożeni tzw. ubóstwem relatywnym”. Kilka dni wcześniej, przewodniczący żarskiej “Solidarności”, K.Sobczak, na łamach lokalnej Gazety Regionalnej, stwierdził, że powinny zostać tylko te zakłady, które są w stanie zapewnić pracownikom godziwe warunki życia” oraz, że “jeżeli ktoś w Gozdnicy wyprodukuje 100 telewizorów, to dlaczego ma obligatoryjnie dostać mniej od tego, kto tak samo się napracuje we Wrocławiu”. K.Sobczak, uważa, że taki pracownik powinien dostać obligatoryjnie takie same pieniądze. Przewodniczący związku zawodowego nie mówi nic o różnicy w kosztach życia, w dużej aglomeracji i małym miasteczku, nie wspomina też nic o wolnym rynku i konkurencji. Nie mówi, że właściciel nie tworzy zakładu po to, aby zapewniać godziwe warunki życia pracownikom, tylko po to, żeby produkować, kupować, sprzedawać i wytwarzać zysk. Nie mówi nic o tym, że wielu ludzi ubogich byłoby gotowych pracować za mniejsze pieniądze, byleby tylko mogli. A nie jest tak, że przewodniczący “Solidarności” (innego związku także) ma w zakładzie etat przewodniczącego związku zawodowego, pensję i biuro z telefonem, i nie można go zwolnić? Czy ustawa o Związkach Zawodowych tak jeszcze stanowi? Może obligatoryjnie należałoby to zmienić? Bo dlaczego właściciel zakładu pracy ma obligatoryjnie zapewnić przewodniczącemu związku godziwe warunki życia? Tylko dlatego, że jest on przewodniczącym?
Nie tak dawno, radni miasta Żary, pochylili się z troską nad wolną wolą ludzi i nie zezwolili na funkcjonowanie kasyna. Radny i zarazem przewodniczący Rady, S.Krasko (PO) był przeciw przez tragedię kolegi, który stracił cały majątek przez to, że wpadł w nałóg hazardu. Radny Z.Oleszewski (Forum Samorządowe) argumentował, że wstawiliśmy do naszego baru maszynę do gry, ale gdy zobaczyliśmy, jak ludzie tracą pieniądze, to kazaliśmy ją zabrać.
Aż się prosi zapytać radnych, co ich obchodzi, kto i na co wydaje swoje pieniądze oraz co mają wspólnego z formalnymi decyzjami o charakterze administracyjno-prawnym ich prywatne emocje?
Dopiero co, w Żarach niektóre ulice zamieniły się w rwące potoki. Najwięcej w takich sytuacjach tracą biedni, bo nie mają pieniędzy na ubezpieczenia i remonty, a zalane ogródki działkowe czy utopienie żywego inwentarza, równają się utracie źródła tanich, podstawowych, codziennych produktów żywnościowych. Burmistrz miasta obwinia za to poprzednie władze i mówi o latach zaniedbań, a były burmistrz obwinia obecnego, że ten miał czas, by się wykazać, i że głównie potrafi krytykować poprzedników.
Przewodniczący żarskiej “Solidarności” powinien głośno protestować, że radni zamiast pozwalać na tworzenie miejsc pracy, zamieniają się w zatroskanych moralistów, a radni powinni uderzyć się w piersi za “lata zaniedbań”, bo radnymi przecież są ho,ho,ho, a może i dłużej?



czwartek, 21 lipca 2011

Podpinka na lisach, wielosezonowa

Polityk lewicy, radny sejmiku województwa lubuskiego, K.Pańtak (związany z Unią Pracy i SLD), urodzony w Szczecinie, a mieszkający pod Zieloną Górą, postanowił zostać kandydatem do senatu i reprezentować tam, nie wiedzieć czemu, Żary, Żagań i Nową Sól.
Kandydatem do senatu z tego samego okręgu postanowił też zostać R.Dowhan (PO), radny z Zielonej Góry, ale jak to z wywiadów można odczytać - “związany z Jasieniem, Żarami i Nową Solą”.
Do sejmu startować będzie “związana z Żarami”, posłanka B.Bukiewicz (PO), która objęła nawet ostatnio “patronatem honorowym” uroczystości związane z 65-leciem żarskiego klubu piłkarskiego “Promień”, a jej 45 minutowy “dyżur”, zapowiadany na wielkich plakatach, miał chyba za zadanie przypomnieć szczególny związek i zainteresowanie Żarami.
Jakby tak przez chwilę się zastanowić, to można wysnuć wniosek, że najmniej z Żarami są związani mieszkańcy Żar. Wydawałoby się, że po tylu latach budowania w Żarach struktur partyjnych różnych opcji, w końcu nadszedł czas, żeby to nasi kandydaci znaleźli się na czołowych miejscach na listach do sejmu, a Żary i Żagań wystawiły np. swojego – wspólnego kandydata do senatu. Tak się jednak nie dzieje i nic na to nie wskazuje, żeby miało tak być. Sytuacja, że kandydatem jest ktoś z Żar czy Żagania, ale “związany z Zieloną Górą” jest chyba nie do zniesienia i udźwignięcia mentalnego dla wielu partyjnych decydentów.
Świadczy to niestety o słabości lokalnych polityków, którzy, żeby się nie “narazić”, dla świętego spokoju, stanowisk i poklepania po plecach, wolą cicho siedzieć i czekać na okruchy z pańskiego, zielonogórskiego stołu. Lepiej nie popierać nikogo swojego, bo jeszcze nie daj Bóg będzie “ważniejszy”, będzie mieć “wpływy i pieniądze”. Lepiej więc podlizywać się w Zielonej Górze i na wszystko się zgadzać, a w zamian być tym “ważniejszym” tu na miejscu lub przynajmniej za takiego uchodzić. Lepiej też popierać tego, który zagwarantuje ubicie jakiegoś prywatnego interesu i da możliwość tzw. dojścia do ponadpartyjnych koterii towarzyskich.
Żary są traktowane jak podbity kraj - kolonia z zarządcami, czekającymi na rozkazy z centrali, otoczonymi różnymi drobnymi cwaniaczkami i karierowiczami.
Czy jest możliwość, żeby to zmienić? Jeżeli “partie stały się prywatnymi folwarkami, a nie demokratycznymi organizacjami, kierującymi się statutem”, jak zauważa np. Janusz Palikot (a coś na ten temat z pewnością musi wiedzieć), to trudno spodziewać się zmiany w sposobie myślenia. 
Statutem nie muszą kierować się np. kibice żużla, ale ci akurat wydają się być bezkompromisowi i jak trzeba, to potrafią i dają wyraz swojemu niezadowoleniu. Nic sobie nie robią z tego, że prezes klubu żużlowego - członek PO startuje w wyborach. Niedawno jeszcze, idąc przykładem kibiców piłki nożnej, wywieszali transparenty z hasłem “Tola Ma Donalda a Donald Ma Tole”. Nie zapomnieli też o prezydencie Zielonej Góry J.Kubickim (SLD), podczas ostatniego festiwalu piosenki rosyjskiej. Kibice potrafią odróżnić podpinkę i gierki od prawdy. Potrafią upomnieć się i zawalczyć o swoje. 




wtorek, 28 czerwca 2011

Myszy pod miotłą

Minęło już kilka dni od momentu, kiedy ukazała się informacja, że GDDKiA nie zamierza budować południowej jezdni przyszłej autostrady A18, jak było zapowiadane szumnie, do końca 2013 r., a potem, że po 2013 r. Okazuje się, że zrobi to, o ile zrobi, do końca 2023 r. Wstrzymana zostaje też budowa drogi ekspresowej S3 na odcinku od Sulechowa do Nowej Soli i Nowego Miasteczka, dalej do Legnicy i dalej do granicy z Czechami. Budowa ma być zrealizowana do roku 2034! O ile oczywiście będzie zrealizowana.
No i co? No i nic. Media lubuskie, jak do tej pory, nie wiedzieć czemu, milczą jak zaklęte. No może nie wszystkie media, bo artykuł na ten temat ukazał się natychmiast w gazecie “Lokalnej” – tygodniku, który ukazuje się w powiecie żagańskim. A przecież kilka miesięcy temu w mediach lubuskich wybuchła histeria, że “kolejny odcinek S3 jest zagrożony”. Chodziło wtedy o kluczowy odcinek Gorzów-Międzyrzecz. Parlamentarzyści na lewo i prawo udzielali wywiadów, marszczyli brwi, pohukiwali, oskarżali.
A teraz? Teraz posłanka B.Bukiewicz (PO) nie zrobiła konferencji prasowej. A przecież wtedy uwijała się jak mogła i zorganizowała błyskawicznie konferencję, żeby triumfalnie obwieścić – zanim cały splendor obwieszczenia radosnej nowiny spłynie na minister J.Fedak - że będzie jednak budowany kolejny odcinek trasy S3, bo “rząd znalazł pieniądze”. Minister J.Fedak także udzieliła wtedy wywiadu i powiedziała, że S3 będzie budowana, bo to “połączenie ze Szczecina przez Gorzów i dalej na Poznań i Zieloną Górę”. Nikt za bardzo nie wiedział, o co chodzi z tym “połączeniem na Poznań”, bo cała propaganda, sugerowała bez końca, że S3 jest budowana dla woj. Lubuskiego, ma połączyć “lubuskie stolice”, służyć rozwojowi i.t.p. Niektórzy uznali wobec powyższego, że pani minister coś się chyba pomyliło.
Otóż nic się nie pomyliło. Pani minister dobrze wiedziała, co mówi. Sprawa jest prosta. Z ekspresówki S3, koło Świebodzina, zjedziemy na autostradę A2, łączącą Berlin z Warszawą, do Poznania. W ten sposób Poznań, Łódź i Warszawa, uzyskują szybkie połączenie z portem szczecińskim i kurortami wybrzeża. O kontynuowaniu budowy S3 zadecydował więc prawdopodobnie lobbying polityków poznańskich, a ten jest silny. O lobbyingu Szczecina, Łodzi i Warszawy nie wspomnę. No i sprawa kluczowa: Po rozmowach z ministrem infrastruktury wiem, że budowa S3 to dla rządu absolutny priorytet. Ministrom zależy na rozwoju portu w Świnoujściu, a to bezwzględnie zależy od S3. Poza tym w Lubuskiem budujemy autostradę A2, która musi być dobrze skomunikowana z południem i północą – mówił wicemarszałek lubuski Jarosław Sokołowski (Gazeta Wyborcza, 07.01.2011). No, oczywiście, droga S3 będzie zbudowana dalej. Połączenie “lubuskich stolic”, a właściwie Gorzowa z Sulechowem, stanie się faktem. 
Teraz, gdy rząd wycofuje się z budowy istotnych dla południa województwa lubuskiego dróg, to konferencji i wywiadów nie ma. Nikt nie pyta, nikt nie udziela. Wszyscy – politycy i media - jak na razie, pochowali się po kątach i udają (oprócz żagańskiej gazety Lokalnej), że nie ma sprawy.
Nie narzekam. Żary i Żagań też skorzystają na ekspresówce S3, ale zatrzymanie i brak inwestycji infrastrukturalnych na południu – także remontu linii kolejowej – jest faktem. Zastanawiam się też, co pomyślą sobie o Polsce kibice, którzy wjadą na polską “autostradę” w Olszynie, jadąc do Wrocławia na mecze EURO 2012.
źródło: GDDKiA. Program budowy dróg krajowych na lata 2011-2015, stan na 17.06.2011. Mapa: kolor czarny - odcinki w eksploatacji, czerwony - odcinki w realizacji, szary - odcinki w przygotowaniu, zielony - odcinki na etapie przetargu. Żeby powiększyć obraz kliknij na mapkę.