25 lat temu runął mur w Berlinie

25 lat temu runął mur w Berlinie
Za plecami karabiny republiki. Berlin Zachodni 1988 r. Stoję na punkcie kontroli granicznej "Charlie", w strefie amerykańskiej. W tle enerdowskie przejście kontrolne. Przejście na wschodnią stronę i słynne tablice, informujące w czterech językach o tym, że "opuszczacie sektor amerykański" (YOU ARE LEAVING THE AMERICAN SECTOR). Kilkaset metrów dalej stacja Friedrichstrasse.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SLD. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SLD. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Szokujący pomysł działaczy lewicy

Podczas wielkanocnego, wspólnego spotkania członków SLD powiatu żarskiego i działaczy Ruchu Palikota, podjęta została ważna inicjatywa.
Pomimo protestów grupy działaczy, po burzliwej dyskusji, postanowiono promować kontrowersyjny, a wręcz szokujący pomysł.


Narastająca w społeczeństwie homofobia, nietolerancja wobec osób transseksualnych i brak jakichkolwiek działań w celu zwiększania roli kobiet w życiu społecznym, stały się głównymi tematami wielkanocnego, wspólnego spotkania działaczy SLD i Ruchu Palikota z powiatu żarskiego.
W trakcie burzliwej wymiany zdań, młodzi działacze lewicy z zielonogórskiej SLD, którzy byli gośćmi spotkania, zaproponowali podjęcie wspólnej akcji wizerunkowej, mającej na celu podkreślenie solidarności ze środowiskami feministycznymi i transseksualnymi.
Akcja polegałaby na wykonaniu jednakowych tatuaży pod pachą prawej reki (wzór tatuażu zaprezentował działacz z Zielonej Góry). Następnie działacze lewicy z całego kraju, przeszliby w paradzie pierwszomajowej z podniesionymi prawymi rękami, zaciśniętymi w pięść, tak, żeby wyeksponować ideę zawartą w tatuażu.
Propozycja młodych zaniepokoiła starszych działaczy SLD, którzy zaczęli protestować i zastrzegać, że musieliby to skonsultować w domu z żonami. Szczególnie protestowali działacze SLD z koła tej partii w Żarach, wskazując, że pomysł jest dość kontrowersyjny i może przynieść odwrotny od zamierzonego skutek.  

Działacze z zielonogórskiej młodzieżówki SLD uspokajali jednak, że tatuaże nie muszą być wykonane oryginalnie – kto chce może wykonać sobie oryginalnie, a kto chce, to może sobie narysować flamastrem tylko na czas manifestacji. Chodzi przecież o ważną ideę i wspólne zamanifestowanie swojego sprzeciwu, a nie o szczegóły techniczne. Czasy zamordyzmu minęły i zmuszanie członków partii do czegokolwiek, byłoby niemoralne.

Obecny na spotkaniu poseł SLD, Boguś Wontor, zapowiedział, że propozycja jest warta dyskusji, i że przedstawi tę inicjatywę na zebraniu zarządu krajowego SLD jeżeli ze strony uczestników zebrania będzie taka wola. W demokratycznym głosowaniu, zebrani zdecydowali o kontynuowaniu dyskusji w poświątecznym tygodniu.



Działacz młodzieżówki SLD, prezentuje wzór tatuażu, mającego być formą protestu przeciw narastającej homofobii, dyskryminacji osób transseksualnych i wyrazem solidarności ze środowiskami feministycznymi.


Powyższy tekst był i jest oczywiście żartem primaaprilisowym! :-)

środa, 9 stycznia 2013

Kalisz w Żarach

Poseł Ryszard Kalisz gościł 8. stycznia 2013 r. w Żarach. Otwarte spotkanie odbyło się w sali Szkoły Muzycznej im. G.P.Telemanna. Posłowi Kaliszowi towarzyszył lubuski poseł Boguś Wontor, a spotkanie prowadził przewodniczący SLD w powiecie żarskim - Edward Skobelski. 

Na pytanie dlaczego SLD postanowiło eksponować postać Edwarda Gierka, którego rządy zakończyły się wielkim zadłużeniem i kartkami na różne, podstawowe towary, przyznał, że SLD jest w dużej mierze partią sentymentu. 
Na pytania czy SLD będzie za zniesieniem, niemoralnego podatku dochodowego i zastąpienia go podatkami celowymi, czy SLD będzie za okręgami jednomandatowymi i czy wprowadzi ustawę o działalności gospodarczej na wzór ustawy z 1988 r. ministra w rządzie premiera Rakowskiego, Mieczysława Wilczka, poseł Kalisz odpowiedział, że jednak państwo powinno mieć jakiś nadzór i kontrolę, że sam wolny rynek nie załatwi problemów, że banki zarabiają dzisiaj krocie i dlatego należy je bardziej opodatkować, na co - całkiem słusznie -  posłowi odpowiedział natychmiast kolega Janek, że banki przerzucą koszty podatku na konsumentów, czyli na nas wszystkich.

Zresztą, kolega Janek sam skomentował to w następujący sposób:

"Jedynym problemem SLD wg Kalisza jest to że nie mają władzy i że konflikt społeczny przebiega na linii PO-PiS, a lewica jest ignorowana i zapomniana.
Nie powiedział ani słowem na temat masowej emigracji zarobkowej i coraz wyższych obciążeń podatkowych.
Miły i sympatyczny pan, ale trzymać go jak najdalej od władzy" 


Jedno trzeba posłowi Kaliszowi przyznać. Ma doświadczenie w tego typu spotkaniach. Panuje doskonale nad salą, mówi płynnie, jest sympatyczny.
No i ten teatralny dramatyzm w głosie i gestykulacja - szczególnie jak mówi o PiS-ie - i jak komentuje bieżące wydarzenia polityczne.
Zresztą - zobaczcie poniżej sami!

Ale najpierw jeszcze jedna uwaga. Ciekawe, że nikt nie zapytał o list Młodych Socjalistów, skierowany do byłego prezydenta A.Kwaśniewskiego i ostre słowa krytyki, które padły w kierunku posła Kalisza. 
Tu treść listu:
http://politicalmediashow.blogspot.com/2013/01/modzi-socjalisci-pisza-list.html 



Ryszard Kalisz na spotkaniu w Żarach, w teleobiektywie Rafała Szymczaka.



Boguś Wontor, Ryszard Kalisz, Edward Skobelski





















































Młodzi Socjaliści piszą list

Po tym jak media nagłośniły, że były prezydent Aleksander Kwaśniewski jest zatrudniony przez znanego biznesmena J.Kulczyka, sam poseł R.Kalisz natychmiast stanął w obronie tego ostatniego, a i zauważył, że “jest problem jak zagospodarować byłych prezydentów”* Poseł R.Kalisz zauważył nawet, że 9000 złotych pensji i 12000 zł na pokrycie kosztów prowadzenia biura to kwoty "śmiesznie małe" i "uwłaczające godności".*
No i na lewicy rozpętała się burza!


List otwarty Młodych Socjalistów*


Panie prezydencie, za ile pracuje pan dla Kulczyka?

W reakcji na doniesienia mediów o tym, że były prezydent Aleksander Kwaśniewski otrzymuje pensję od firmy Jana Kulczyka, oraz na wypowiedzi posła SLD Ryszarda Kalisza, który kwotę 9 tys. złotych jaką otrzymuje były prezydent nazywa "uwłaczającą", postanowiliśmy napisać do pana Aleksandra Kwaśniewskiego i zadać mu kilka pytań. Poniżej treść listu.



Szanowny Panie Prezydencie,

Zwracamy się do Pana z pytaniem, czy opublikowane na łamach prasy informacje, że znajduje się Pan na liście płac Jana Kulczyka i pobiera z tytułu "doradztwa i konsultacji" wynagrodzenie w wysokości ponad 50 tysięcy złotych miesięcznie, są prawdziwe.

Panie prezydencie! Państwo polskie płaci Panu miesięcznie wynagrodzenie w wysokości 9000 zł. To spore pieniądze, które powinny zaoszczędzić Polakom oglądania byłej głowy państwa wyciągającej rękę po pieniądze do mniej lub bardziej podejrzanych biznesmenów. Oburzyły nas publiczne wypowiedzi Pańskiego przyjaciela, posła Ryszarda Kalisza, zdaniem którego 9000 złotych pensji i 12000 zł na pokrycie kosztów prowadzenia biura to kwoty "śmiesznie małe" i "uwłaczające godności". Przypominamy, że dochody milionów pracujących Polaków oscylują niewiele powyżej płacy minimalnej, która wynosi 1500 złotych. To między innymi z ich podatków fundowane jest Pańskie comiesięczne wynagrodzenie. Jeśli kwota 9000 zł jest "uwłaczająca", to jak określić należałoby próg uprawniający do otrzymania pomocy społecznej, dwudziestokrotnie niższy od pańskiego wynagrodzenia? Oczekujemy, że odniesie się Pan do wypowiedzi posła Kalisza.

Przecież to właśnie Pan - wraz z "nową nadzieją lewicy", Leszkiem Millerem - jest jednym z głównych architektów porządku ustrojowego prowadzącego do patologicznej sytuacji, w której mediana zarobków w Polsce wynosi niewiele ponad dwa tysiące złotych. Wszystko wskazuje na to, że uznawał Pan przez lata poziom płac większości Polaków, wielokrotnie niższy od własnej, za sprawiedliwy i wystarczający. Wydaje nam się, że przyzwoitość nakazuje Panu zadowolić się dziś pensją w wysokości 9000 zł.

To także Pan, wraz z Leszkiem Millerem, prowadził zakulisowe negocjacje z Janem Kulczykiem na temat spółek Skarbu Państwa, uprzywilejowując tego przedsiębiorcę i przyznając mu nieuzasadniony niczym wpływ na działania PKN Orlen. Być może gdyby nie te negocjacje, teraz nie otrzymywałby Pan wielu tysięcy złotych za doradzanie Janowi Kulczykowi? W jakim świetle stawia to Pana, byłą głowę państwa otrzymującą od tegoż Państwa tak "uwłaczające" uposażenie? W jakim świetle stawia to Pana dalsze działania polityczne, choćby patronowanie wspólnej liście wyborczej SLD i Ruchu Palikota, o czym dużo się ostatnio mówi?

Zwracamy się z prośbą o publiczne potwierdzenie bądź zaprzeczenie informacji, że znajduje się Pan na liście płac Jana Kulczyka także dlatego, że biznesmen ten znany jest z unikania płacenia podatków w Polsce. Jeśli byłoby prawdą, że były prezydent Rzeczpospolitej jest najemnikiem osoby omijającej polskiego fiskusa, a w dodatku - człowieka, który wzbogacił się na transakcjach ze Skarbem Państwa w okresie Pańskiej prezydentury - to byłoby kompromitacją nie tylko Pańskiej osoby, ale także naszego kraju.

Z poważaniem
Sekretariat Krajowy
Młodzi Socjaliści


* Kawa na ławę, TVN24 06.01.2013

* gazeta.pl 05.01.2013

* www.mlodzisocjalisci.pl

Kliknij na obrazek, żeby powiększyć




niedziela, 29 kwietnia 2012

Jak ptak


Z oczywistej nieobecności na tym świecie Władysława Gomułki i Edwarda Gierka, przewodniczącym SLD wybrany został Leszek Miller. I od razu stwierdził, że SLD jest “jak ptak”. Jeszcze, ma się rozumieć, nie wzniesiony, ale taki “który zrywa się do lotu”.
Poparcie głosujących członków partii sięgające 92% budzić może podziw, tym bardziej że Leszek Miller był “jedynym kandydatem na szefa”, ale zawsze pozostaje pewien niedosyt, bo dla przykładu, sama pani redaktor Janina Paradowska, komentując wystąpienie premiera D.Tuska w Sejmie, zapytała w swoim programie widzów* “Czy premier miał rację, zarzucając PiS zdradę Polski?”. Widzowie mogli głosować za pomocą sms-ów. Tempo głosów popierających “rację” premiera D.Tuska było tak imponujące, że głosów na TAK przybywało wręcz lawinowo. Z pewnością poparcie to przekroczyłoby znacznie 100% i byłoby co najmniej na poziomie 110-120% poparcia wszystkich głosujących, gdyby nie koniec programu. Skończyło się więc tylko na 96% głosów na TAK i 4% na NIE, co z pełną powagą, niemniej jednak lekko zaskoczona i oszołomiona taką falą popierających, oznajmiła pani redaktor.
Ale wracając do Leszka Millera. Ten ani zaskoczony ani oszołomiony nie był. Trochę się tam co prawda wił, zapytany dlaczego w konwencji SLD nie brali udziału Aleksander Kwaśniewski i Włodzimierz Cimoszewicz, nie potrafiąc jasno odpowiedzieć czy otrzymali oni zaproszenie, ale niech tam!
Ogólnie, jak w takich sytuacjach jest przyjęte, nowy przewodniczący wygłosił był przemówienie. I tu niestety, kompletna klapa! Przemówienie było zbiorem bon motów politycznej nowomowy, przerywanych wymuszonymi, słabymi oklaskami, bez entuzjastycznej wiary w płynące słowa.
No bo i czym tu się entuzjazmować? Przewodniczący wspomniał o “nowej dynamice”, a jak wiadomo, to taką nową dynamikę może wykazać “tylko silna i rozumna partia”. Stwierdził, że “potrzebne są zmiany”, bo “wiele spraw leży odłogiem” i tak ogólnie “by leki ratujące życie nie były luksusem”. Mówił o Polsce “ustawicznej modernizacji, a nie konspiracji” - państwie, gdzie nie ma “lustracyjnych stosów” i “powszechnej inwigilacji”, państwie, w którym “zatrudnienie nie jest przywilejem” i gdzie “konstytucja jest ważniejsza niż ewangelia”. No i tu się wyraźnie zapędził, bo czasy, kiedy “konstytucja” była “ważniejsza” niż ewangelia, to już przerabialiśmy, a niektórzy nawet nie dotrwali do końca tego przerabiania. Ale widocznie Leszkowi Millerowi zatęskniło się na stare lata zostać kreatorem nowego zbawienia, sięgając do korzeni myśli rewolucyjnej i wyprzedzając na tym odcinku samego Fidela Castro i innych wybitnych przywódców nowego, wspaniałego świata, gdzie jak wiadomo, zapisy w konstytucji są gwarancją dobrego prowadzenia się, ładu moralnego i przyzwoitości. Oczywiście, myśląc o ładzie moralnym, mamy na myśli tzw. “moralność socjalistyczną”, zgodnie z objawioną dawniej zasadą, że jak “mówimy Lenin, to myślimy partia, a jak mówimy partia, to myślimy Lenin”. Przykładem “moralności socjalistycznej” był np. Pawka Morozow (Павел Трофимович (Павлик) Морозов), który w celu realizacji zasady, żeby “konstytucja była ważniejsza niż ewangelia”, zadenuncjował własnego ojca i podobno weszło mu to później w krew. W ten sposób “powszechna inwigilacja” faktycznie już potrzebna nie będzie, bo obywatele sami władzy “uprzejmie doniosą”, kto, co i kiedy. W takiej dla przykładu Korei Północnej, gdzie "zatrudnienie nie jest przywilejem", całkiem niedawno, po śmierci przywódcy Kim Dzong Ila, sami obywatele, natychmiast wskazali wszystkich, którzy nie dość mocno zamartwiali się i niezbyt przekonująco okazywali żal. A przecież powinni, bo, zgodnie z konstytucją, władze są niewątpliwie najwyższym dobrem, a nawet są wzorem istoty ludzkiej, więc niedostateczny żal jest jak nic niemoralny i zaprzecza słowom o obdarzaniu wielkim szacunkiem. Jest to więc niezgodne z konstytucją. Wystarczy przeczytać tylko fragmenty Preambuły konstytucji! Otóż: Koreańska Republika Ludowo-Demokratyczna jest bazującą na idei dżucze socjalistyczną ojczyzną, która urzeczywistnia ideę i przywództwo wielkiego lidera - Towarzysza Kim Ir Sena (...)
Towarzysz Kim Ir Sen był geniuszem tak w teorii jak i praktyce sztuki przywództwa, zawsze zwycięskim, niezłomnym i błyskotliwym dowódcą, wielkim rewolucjonistą i politykiem, oraz wzorem istoty ludzkiej. (...) Pod przywództwem Koreańskiej Partii Pracy (KPP), KRLD i lud Korei obdarzać będą wielkiego lidera Towarzysza Kim Ir Sena wielkim szacunkiem uznając go za wiecznego prezydenta Republiki, oraz bronić do samego końca rewolucyjnej idei dżucze rozwijając idee i osiągnięcia Towarzysza Kim Ir Sena.
Socjalistyczna Konstytucja KRLD jest konstytucją Kim Ir Sena, w której idea dżucze wielkiego lidera Towarzysza Kim Ir Sena, oraz jego osiągnięcia zostały przekształcone w nadrzędne prawo.

Kliknij na obrazek, żeby powiększyć


Przewodniczący Miller skupił się także na bieżącej rozgrywce politycznej i postawił się jak należy innemu przewodniczącemu – mianowicie - samemu Januszowi Palikotowi, mówiąc, że “stało się oczywiste, że nie zapiszemy się do innej partii i nie zwiniemy naszego sztandaru” i że “propozycja była obraźliwa”.
Przewodniczący cieszył się, że “SLD szybko odnalazł siłę i wiarę we własne możliwości” i oczywiście, zgodnie z parytetem, podziękował za to “dzielnym kobietom i dzielnym mężczyznom, którzy zgromadzeni są na tej sali i poza nią”. Na koniec Leszek Miller zachęcił wszystkich, żeby w dniu pierwszego maja, “wyruszyć wspólnie w pochodzie do zwycięstwa”.
Słowa powyższe miały podnieść i zerwać ptaka do lotu, który – jak to, w jednej z wielu znanych opowieści wyniesionych za komuny ze szkolenia wojskowego – jak mawiał pan kapitan - “powstał jak Sfinks z popiołu”. Sfinks - sfinksem, bo wiadomo, że z popiołu powstał Feniks, ale mniejsza z tym. Ważne jest to, że wg Leszka Millera, w  działaczach ciągle jest “wiara w SLD” I za tę “wiarę” przewodniczący też dziękował, co jednak trochę dziwi, bo w końcu wiara ma zasadniczy związek z ewangelią właśnie.


* Puszka Paradowskiej, Superstacja, 14.04.2012







niedziela, 11 grudnia 2011

Park jurajski. Powrót nadziei.

Zielonogórski poseł SLD, B.Wontor ramię w ramię z L.Millerem, wchodził schodami na konwencję tej partii, co wyraźnie widać na zdjęciu w Gazecie Wyborczej.* Niby nic wielkiego, ale biorąc pod uwagę, że o przewodnictwo w tej partii postanowił także zawalczyć zielonogórski radny A.Hebda, to naturalnym wydawać by się mogło, że poseł B.Wontor wchodzić powinien razem z A.Hebdą. Tylko po co? Poseł B.Wontor dobrze wie, że po schodach najlepiej wchodzić tylko z właściwymi ludźmi, a najlepiej to robić w ten sposób, żeby w razie czego i na wszelki wypadek, nikt nie był do końca przekonany, czy poseł właśnie wchodził czy schodził?
A.Hebda, wnuczek pierwszego sekretarza PZPR w Zielonej Górze - ma więc - jak to pięknie ujął dziennikarz lokalnej mutacji Gazety Wyborczej - “znane, lewicowe nazwisko”* - to były zastępca przewodniczącego W.Olejniczaka, który miał pilnować radykalnego, lewego skrzydła SLD w ramach wewnątrzpartyjnej Platformy Socjalistycznej i nawoływał m.in. do rozrachunku z kapitalizmem, stawiania twardych warunków Kościołowi, liberalizacji aborcji. Bezkompromisowo i wizjonersko twierdził także przed wyborami, że “lewica na odejściu Biedronia specjalnie nie traci”*, a o A.Kwaśniewskim mówił, że ten “szczyt swojej kariery i popularności ma za sobą. Dziś bardziej przyda się na uniwersytetach ze swoimi wykładami. Jego uczestnictwo w naszych kampaniach wielu głosów nam nie przysporzyło”.
Tymczasem, przytłaczającą ilością głosów, na funkcję przewodniczącego SLD wjechał L.Miller, co odbyło się – jak twierdzi eurodeputowana J.Senyszyn - “na Siwcu Kwaśniewskiego”. Wygląda na to, że obudzony wiosną, eseldowski park jurajski, postanowił jednak przestać się wygłupiać z “młodymi”, a sam A.Kwaśniewski pokazał, że co jak co, ale przysparzania głosów w walce o realną władzę i wpływy w partii jak najbardziej mu wystarczy.
Teza, że SLD jest zagubione i “dlatego z desperacją próbuje skupić się pod skrzydłami starego wygi. Z nadzieją, że Miller, polityk niewątpliwie sprawny i przebiegły znajdzie sposób na nowe otwarcie, na przywrócenie Sojuszu do głównego nurtu politycznego”*, jest jak najbardziej trafna. A.Kwaśniewski, wyspecjalizowany w pogłębianiu, rozszerzaniu i patronowaniu, rzucił nawet myśl, że Sojusz, aby przetrwać, powinien wejść w koalicję z Ruchem Palikota. Leszek Miller, już jako nowy przewodniczący, zdystansował się jednak od tego pomysłu. Stwierdził jednocześnie, że nie wyklucza współpracy z żadną partią, jeśli będzie to z korzyścią dla państwa”.* Nie powiedział jednak dla jakiego państwa i żadnych nazwisk nie wymienił. A przypominając sobie tylko Lwa Rywina, który za rządów SLD i premiera L.Millera, 15 lipca 2002 r. spotkał się z panią prezes spółki Agora, powołał się na rozmowę z Leszkiem Millerem i zadeklarował, że ustawa medialna wejdzie w życie, w kształcie proponowanym przez Agorę jeśli: Agora przekaże 17,5 miliona dolarów (przy ówczesnym kursie dolara chodziło o 60 milionów złotych) na konto Heritage Films (pieniądze te miały trafić do SLD), Gazeta Wyborcza przestanie krytykować premiera L.Millera i SLD, a po przejęciu przez Agorę Polsatu, Lew Rywin zostanie zatrudniony w tej stacji (jak ustaliła komisja śledcza, między innymi w celu pilnowania interesów SLD), to można tylko te korzyści sobie wyobrazić. A to musi budzić optymizm! Chyba dlatego L.Miller, kontynuując swoje wystąpienie, stwierdził, że “jesteśmy ludźmi lewicy, a więc ludźmi społecznego optymizmu. Dlatego wierzymy, że Polska może być lepszym krajem, lepiej rządzonym, lepiej zorganizowanym. Państwo polskie może być bardziej sprawiedliwe dla swoich obywateli”. No wiadomo, że może! Znając umiłowanie lewicy do podatków progresywnych i tzw. “wyrównywania szans”, to można się spodziewać takiego wzrostu sprawiedliwości dla obywateli, że aż ciarki po plecach chodzą.
L.Miller zapowiedział także, że SLD swoją ofertę skieruje do ludzi "którzy uważają, że państwo polskie jest niesprawiedliwe, do absolwentów, którzy mają dyplomy, ale one nie otwierają im żadnych drzwi”. No tak – władzę w większości miast i gmin przejęła PO, PSL i PiS, więc drzwi się otworzyły dla działaczy i pociotków tych partii. W Zielonej Górze rządzi akurat prezydent z SLD i taki dla przykładu A.Hebda i absolwenci z dyplomami, szczególnie ci najbardziej zaufani i mocno związani z SLD, mają od dawna otwarte wszelkie drzwi, a ci mniej związani, przynajmniej żyją i są utwierdzani w takim przeświadczeniu - teraz wyartykułowanym dodatkowo przez nowego przewodniczącego, tak, żeby nie było wątpliwości, kogo w tym celu należy popierać i głośno chwalić. 


Wracając do myśli o koalicji SLD z Ruchem J.Palikota. Przewodniczącego J.Palikota rozmowy różnych środowisk lewicy przy okrągłym stole, pod patronatem A.Kwaśniewskiego i SLD, raczej nie interesują – nie widzi przyszłości dla tej partii i na swoim blogu wyraźnie napisał: “No i Kwaśniewski wykończył Millera! W dodatku udzielając mu pełnego poparcia! I przy pełnej akceptacji ofiary!” oraz, że L.Miller "wyprowadzi sztandar SLD", bo "jak zaczął tak skończy!".* Współpracownik J.Palikota, Piotr Ikonowicz stwierdza bez ogródek, że SLD, to “formacja przegrana, mocno skłócona. Tworzący ją ludzie od lat tkwią w polityce i z tego powodu uważają, że należy im się więcej niż innym. To może pociągnąć w dół każdą nową inicjatywę”
No i dobra!

* Gazeta Wyborcza 10.12.2011
* gazeta.pl Zielona Góra 09.12.2011
* gazeta.pl Zielona Góra 25.08.2011
* Krystyna Naszkowska, GW, 10.12.2011
* Gazeta Wyborcza 10.12.2011
* palikot.blog.onet.pl 11.12.2011, 10.12.2011
* Rzeczpospolita 02.12.2011




wtorek, 23 sierpnia 2011

Krzyżyk na przewodniczącym

Gruchnęła wieść, że na wrocławskiej liście Ruchu Poparcia Janusza Palikota, znalazła się jego teściowa. Co prawda, na 13. miejscu, ale zawsze. Ruszyli harcownicy i zaczęli dokazywać o “nepotyzmie” i o tym, że “miały być lepsze standardy”. Harcownicy najwyraźniej zapomnieli, że to przecież właśnie są te “lepsze standardy”. Różne środowiska z SLD i PO na czele, zachłystywały się i odmieniały na wszelkie sposoby słowo “parytety”. Ustawowo została więc zagwarantowana procentowa liczba miejsc na listach wyborczych dla kobiet. Niektórzy, w tym np. Janusz Korwin-Mikke, ostrzegali, że skończy się to łapanką i upychaniem na listy żon, córek, kuzynek, koleżanek i kochanek, aby tylko spełnić wymogi ustawowe. No i mamy właśnie skutek ustawy. Wrocławską listę RPP otwiera kobieta – lekarz, a przecież teściowa też kobieta i z 13. miejsca popracuje, żeby lista dostała jak najwięcej głosów. Każdy głos na wagę złota. W całym tym szumie nikt nie informuje, kim jest teściowa J.Palikota, oprócz tego, że pełni funkcję teściowej. Ci, którzy teraz wspominają coś o “nepotyzmie”, powinni w swojej hipokryzji siedzieć cicho albo oburzać się na takiego Ryszarda Kalisza z SLD, który to zawsze w mediach stoi na czele walki o parytety i specjalne prawa dla środowisk homoseksualnych, ale jak tylko przyszło do układania list wyborczych, to natychmiast pogonił z pierwszego miejsca, partyjną koleżankę - Katarzynę Piekarską i sam zajął tzw. jedynkę – miejsce dające mandat na 99%. Podobnie w województwie lubuskim – posłowie SLD, Boguś Wontor (tak się kiedyś reklamował w wyborach – “To Boguś Wontor”) i Jan Kochanowski, tak bardzo popierali parytety, że oczywiście umieścili na liście kobiety, ale sami umieścili się na ich czele. I chociaż Boguś Wontor został w efekcie zepchnięty przez demokratyczny kolektyw (skupiony w osobie nielubiącego go chyba przewodniczącego, “męża stanu” Grzegorza Napieralskiego), to niesmak parytetowy pozostał. Sympatyczna i lubiana, kandydatka z Żar, szefowa niosącego kaganiec oświaty, lokalnego ZNP – Lucyna Grzybowicz, została schowana na 8. miejsce – tak, żeby zmniejszyć jej szansę. W ogóle to SLD strzeliło sobie w stopę, w przypadku działacza środowisk homoseksualnych, R.Biedronia. Tak go zwodzili, że w końcu trzasnął drzwiami i przyjął propozycje J.Palikota, żeby startować z listy RPP. No i proszę - będzie jedynką w okręgu gdańskim, gdzie zmierzy się z premierem L.Millerem z SLD. Janusz Palikot wykazał się refleksem i zagrał po mistrzowsku. Zresztą – to środowisko, które głosowało dotychczas na SLD, czyli Kampania Przeciw Homofobii, nie chce już mieć nic wspólnego z tą partią i poprą RPP. Działaczka KPH wystartuje np. z listy RPP w woj. lubuskim.* Sprawa R.Biedronia przeważyła szalę, ale jeszcze nie umilkł szum, a już szefowa Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, Wanda Nowicka, zrezygnowała z kandydowania z list SLD i także wystartuje z listy RPP J.Palikota. Stwierdziła przy okazji, że wydaje jej się, iż obecny SLD "nie jest partią wiarygodną", bo przez 20 lat w Sejmie i wiele lat w rządzie nie zrealizował postulatów środowisk, które W.Nowicka reprezentuje.*  

Zdjęcie fanki J.Palikota ze strony RPP, foto. E.A.Zalewska

 Te sytuacje obnażyły hipokryzję i cynizm SLD. Oczywiście, nie moje to zmartwienie i nie moja troska. Teraz pojawią się zaklęcia i czary. SLD będzie musiało nadrabiać miną – odbudowa wizerunku partii walczącej o prawa kobiet i przywileje dla osób homoseksualnych, przez kilka tygodni kampanii, będzie jednak mało realne. Tym bardziej, że z informacji, do których “dotarł” tygodnik WPROST*, wynika, że były prezydent A.Kwaśniewski nie chce być twarzą kampanii SLD, a osoba “z otoczenia prezydenta” mówi, że A.Kwaśniewski “postawił na Napieralskim krzyżyk”. Jak krzyżyk, to krzyżyk. Tu obrońców chyba nie będzie.
*Gazeta Wyborcza Zielona Góra, 19.08.2011    *Gazeta.pl, 22.08.2011    *WPROST 20.08.2011






sobota, 13 sierpnia 2011

Doświadczone kadry mężów


Były minister sprawiedliwości, przewodniczący komisji śledczej ds. nacisków, A.Czuma (PO) w radio TOK FM* poinformował o działającym przy CBA (za rządów PiS i potem), Biurze Postępowań Kontrolnych. Biuro to badało oświadczenia majątkowe wyższych urzędników, zatrudniało 52 osoby, a rozpatrzyło 454 sprawy (w ciągu 3 lat)
- Każda z tych 52 osób, mająca wyższe wykształcenie (inna sprawa, że to była oceanografia, rusycystyka, archeologia) - przez rok rozpatrzyła niecałe 3 sprawy. Co ci ludzie robili?
No jak to, co robili? Panie ministrze! Po prostu byli i brali pieniądze. Teraz w tzw. CV wpiszą sobie, że w latach tych a tych, pracowali w dużej, poważnej, państwowej instytucji kontrolnej na stanowisku takim a takim. To się nazywa “zdobyte doświadczenie” - “doświadczenie” niezbędne do “wygrywania” różnych “konkursów” na kolejne intratne stanowiska w administracji publicznej. Partia musi przecież mieć “doświadczone” kadry! Taki dla przykładu, przewodniczący SLD, Grzegorz Napieralski, szlifował “doświadczenie” jako etatowy Sekretarz Wojewódzki zachodniopomorskiego SLD i robił zdjęcia telefonem komórkowym samemu prezydentowi USA B.Obamie, na spotkaniu, podczas wizyty w Polsce. Chyba dlatego i w związku z tym, G.Napieralski ma być przedstawiany w kampanii wyborczej, jako “mąż stanu”? A przecież z wszelkich dostępnych na niebie i ziemi informacji wynika, że jest mężem Małgorzaty, a nie jakiejś Stanu. A tak w ogóle, to nie ma takiego imienia “Stanu”! Ale śmiech śmiechem, a przecież nie jest wcale do śmiechu, jak pomyśleć, że pieniądze na kampanie wyborcze partii sejmowych, pochodzą w większości z dotacji państwowej, czyli są to pieniądze podatników. Za te pieniądze można więc napisać samemu o sobie np. “wybitny polityk”, “znany i uznany”, “wysoce ceniony” i.t.p. Można też napisać “mąż stanu”, a nawet “prawdziwy mąż stanu”, żeby nikt nie miał wątpliwości. Tylko dlaczego za taką partyjno-literacką twórczość, mają płacić podatnicy? Można ludzi traktować jak nierozumne bydło rogate? Można.      
No, ale co tu się dziwić, kiedy ludzie, będący kandydatami na kolejnych “mężów”, a nawet na “żony stanu”, dziwią się z ważniejszych powodów. Posłanka PO, Małgorzata Kidawa-Błońska, powiedziała np. w programie Wirtualnej Polski "Z każdej strony"*, że nie czytała raportu Andrzeja Czumy, ale dziwią ją wnioski przewodniczącego komisji ds. Nacisków. No i proszę! Można nie widzieć i nie czytać dokumentów a dziwić się z wniosków, które przedstawia ktoś, kto dokumenty widział i czytał. W tym samym czasie powracający z wojny w Afganistanie, polscy żołnierze z Żagania i Świętoszowa, mają kłopoty, bo armia redukuje etaty i wielu faktycznie doświadczonych wojskowych nosi się z myślą odejścia do cywila lub odchodzi, bo nie ma dla nich miejsca. Oni nie kreują się na “mężów stanu” i nie dziwią. Obserwują skutki rządów ministra Klicha.
*Radio TOK FM, 09.08.2011  *WP.pl, 11.08.2011

sobota, 6 sierpnia 2011

Świadkowie budowy

Parlamentarzyści PO mają zapukać do drzwi i przynieść, zaskoczonemu takim wyróżnieniem wyborcy broszury, pokazujące Polskę w budowie i opisujące różne dokonania obecnej władzy. Ma to być forma “dialogu z ludźmi”, a nie nachalnej propagandy wyborczej. Podobnie jak w spotach wyborczych tej partii, w których wypowiadają się tzw. “normalni i zwyczajni ludzie", którzy “chwalą zmiany” i nie biorą za to wynagrodzenia, co podkreślił przedstawiciel sztabu wyborczego PO, w przeciwieństwie do spotów PiS, w których występują wynajęci i opłacani aktorzy. O tym, kto i co bierze, a szczególnie w temacie wynagrodzeń, z pewnością długo by dyskutować, najlepiej na przykładzie korupcji wyborczej z udziałem partii rządzącej w Wałbrzychu. Przy okazji można podyskutować też o aferze korupcyjno-wyborczej w wyborach samorządowych 2010 r., w Żarach z udziałem tzw. lewicy, skupionej w SLD, a dokładnie z byłym radnym miejskim tej formacji w roli głównej.

Jak wyglądał ten “dialog z ludźmi” do tej pory i tzw “zmiany”, możemy przekonać się na przykładzie budowy polskiej armii, o czym konkretnie wypowiedział się, przepytywany przez POLSKA THE TIMES*, generał w stanie spoczynku, Waldemar Skrzypczak. Stwierdził był mianowicie, że: - Minister Klich nie zrozumiał swojej roli. Otoczył się on ludźmi z Krakowa, którzy byli mu bliscy w sensie towarzyskim. Ci ludzie byli mało kompetentni i zupełnie niemerytoryczni. Dbali oni o własne kariery, budując osobiste korzyści. Ludzie Klicha nie działali w interesie armii. A minister Klich oparł na nich całe swoje zaufanie. Zaowocowało to katastrofalnym stanem całego wojska. Największym nieszczęściem było to, że cywilni pracownicy MON nigdy nie byli w wojsku ani nie chcieli widzieć jego potrzeb. Budowa polskiej armii szła jednak pełną parą, bo przecież pieniądze na armię – jak podkreśla generał - są i MON ma wystarczającą ilość pieniędzy - Ale jego wydatki są niewłaściwe i źle zaplanowane. Wynika to z tego, że wielu ludzi, którzy mają wpływ na plan wydatków ministerstwa, wykorzystuje swoje stanowiska służbowe, wciskając w nie wydatki, które nie służą armii. Często kupuje się sprzęt, który przez kilka lat zalega w magazynach i później do niczego się nie nadaje. Nie wykorzystuje się zasobów i kupuje się kolejne niepotrzebne rzeczy. Za ten stan odpowiadają ludzie związani z lobbystami.

Jeżeli zaś chodzi o tzw. “dialog z ludźmi”, to wyglądał on tak, że metodą na mówiących prawdę o stanie lotnictwa wojskowego i ogólniej wojska, były dymisje, bo - Ludzie w Ministerstwie Obrony byli nastawieni wyłącznie na sukces. Właściwie do tej pory w ogóle nie dopuszczali słów krytyki, ale - Najgorszą rzeczą, do której doprowadziło kierownictwo MON, był upadek moralny w wojsku i zabicie autorytetu. Wojskowi nie ufają już kierownictwu. Wszystko przez to, że w ministerstwie największe znaczenie miały kolesiostwo i układy interesów.  
Generał w stanie spoczynku, Waldemar Skrzypczak
 Straszne rzeczy! Proponuję więc, aby parlamentarzyści PO udali się z broszurkami o Polsce, a szczególnie o armii w budowie, do tzw. zwyczajnych ludzi w Żarach i Żaganiu, gdzie zamieszkuje wielu byłych i obecnie służących wojskowych z rodzinami i tam weszli w ów dialog. Zresztą – tak na marginesie - już sam kontakt z wyborcą, stojącym w drzwiach mieszkania, w kapciach, dresie i z kubkiem herbaty w ręku, może być bardzo pouczający. Natomiast o tym, kto w tym kontakcie jest wynajętym i opłacanym aktorem, klepiącym przygotowane przez pijarowców formułki i chwalącym zmiany, a kto tylko biernym uczestnikiem “dialogu”, jest już z góry wiadome.

A tak już zupełnie na marginesie, to parlamentarzyści PO (a także z pozostałych partii tzw. Bandy Czworga, czyli PiS, SLD i PSL) powinni brać przykład z Janusza Palikota (Ruch Poparcia) i Janusza Korwin-Mikke (Kongres Nowej Prawicy), którzy w ostatnich kilkunastu miesiącach odbyli setki spotkań z ludźmi w całej Polsce i prowadzili faktyczny, a nie pozorowany dialog.


*POLSKA THE TIMES, 2011-08-05



poniedziałek, 20 czerwca 2011

Moment ważny i ważniejszy.

Głos w sprawie babimojskiego lotniska zabrał redaktor naczelny "Gazety Wyborczej" w Gorzowie i Zielonej Górze, p. Paweł Kryściak, który stwierdził, że: "od ponad 10 lat lotnisko jest oczkiem w głowie każdej ekipy rządzącej woj. lubuskim, bez względu na barwy partyjne.(...) W 2007 roku "Gazeta" ujawniła zamówiony przez marszałka Andrzeja Bocheńskiego (SLD) raport o szansach rozwoju portu lotniczego. Analiza ekspertów z PriceWaterhouseCoopers była miażdżąca: inwestowanie w port mija się z celem. Rządziła już wtedy koalicja PO-PSL-PiS. Raportu nie pokazano ani opinii publicznej, ani radnym sejmiku. Co więcej analiz tych nie znała również Komisja Europejska, która decydowała w 2007 r. o przyznaniu unijnych dotacji dla Babimostu. (...) Wiara w świetlaną przyszłość Babimostu przetrwała do dziś. Do dziś przetrwała także tradycja chowania raportów w sprawie lotniska. Ten nowy wykonała w tym roku firma Trio Management i, jak każe tradycja, także jest tajny.  (...) Po prostu najwyższy czas, aby port w Babimoście stał się przedmiotem racjonalnej analizy ekonomicznej."
Jednocześnie Radio Zachód podało dziś, że: "po ponad półrocznej przerwie z lotniska w Babimoście wystartował pierwszy samolot rejsowy do Warszawy", w związku z czym "wicemarszałek województwa lubuskiego Jarosław Sokołowski nie krył emocji związanych z dzisiejszym lotem. Jego zdaniem wznowienie regularnych lotów pasażerskich do stolicy to bardzo ważny moment dla całego regionu".
"Radości ze wznowienia połączenia lotniczego z Warszawą nie krył dziś także Ryszard Dobrowolski, dyrektor portu lotniczego w Babimoście". Ta radość akurat jest zrozumiała, bo w końcu, co to za dyrektor portu lotniczego, z którego nie kursują samoloty. 
Dochodzą jednak niepokojące informacje z Warszawy. Ptaszki ćwierkają, że budowa autostrady A18 z Krzyżowej do Olszyny, tak ważna dla mieszkańców Żar, która miała być zakończona do 2013 roku , może być przesunięta o 10 lat!!! czyli do roku 2023. To byłby skandal. Kolejne 12 lat będziemy jeździli do Wrocławia, na tym odcinku, niszcząc sobie samochody? Taka droga ma powitać kibiców jadących na mecze EURO 2012 do Wrocławia? Miejmy nadzieję, że to tylko przymiarki. Jeżeli okaże się, że to prawda, to panie wicemarszałku Sokołowski z PO, będzie to z pewnością "ważny moment dla całego regionu" i nie tylko dla Pana osobiście.






niedziela, 19 czerwca 2011

Znaki na niebie i ziemi - konkurs

Znaki na niebie można odczytywać i interpretować różnie. Szczególne doświadczenie w interpretacji mają sondażownie, które prześcigają się we wróżeniu i pompowaniu, o czym informuje internauta ~tresc (2011-06-19 10:48), na blogu Janusza Korwin-Mikkego: 

dzwonią do mnie ludzie z sondażowni. udzielam odpowiedzi że popieram Kongres Nowej Prawicy. Urocza pani prosi mnie by zmienić wybór na kogoś z tzn. Bandy Czworga czyli PO PIS SLD PSL. Odmawiam jej i mówię że popieram KNP.  
Po jakimś czasie pojawia się w mediach ten sondaż z informacją że nikt nie wskazał partii spoza bandy czworga.
warto to przemyśleć
pozdrawiam

Ale oprócz znaków na niebie, mamy też widoczne znaki na ziemi, które wbrew pozorom, zdecydowanie trudniej odczytać, nie mówiąc już o jakiejkolwiek ich interpretacji. Oto przykład znaków przy rondzie na pl. Łużyckim i al. Wojska Polskiego w Żarach:                                                                           



Ogłaszam konkurs, na nazwę miejscowości, której nazwy nie widać, a zaczyna się na literę: "L". Na drugim zdjęciu jest dla ułatwienia podana końcówka nazwy, ale kierowcy jadąc na rondzie widzą mniej więcej to samo, czyli nic nie widzą, a czas na reakcję mają bardzo krótki. Odpowiedzi proszę kierować na skrzynki mailowe właściwych urzędów, a najlepiej na Berdyczów.

sobota, 18 czerwca 2011

Szewc w dwóch lewych butach

Damian Hałabura z żarskiego SLD, po zebraniu partyjnym, odważnie i bezkompromisowo zakomunikował w prasie lokalnej, że “SLD idzie drogą hiszpańskiej lewicy”, i powoływał się na socjalistyczny gabinet premiera Zapatero, gdzie połowę ministrów stanowią kobiety.
Zabrzmiało to pięknie i z duchem poprawności politycznej. Jakby tak jednak przez chwilę się zastanowić, to można dojść do wniosku, że 50% kobiet-ministrów nie spowodowało, że Hiszpania stała się krajem stabilnym, dostatnim, kierującym się zdrowym rozsądkiem i gospodarnością. Wręcz przeciwnie. Premier Zapatero, czyli po polsku – Szewc, doprowadził ze swoim rządem do szewskiej pasji Hiszpanów, szczególnie zaś ludzi młodych, szyjąc im buty, co prawda, może i chwilowo wygodne, ale za taką pożyczkę i tak kosztowne, że będą ten kredyt spłacać długimi latami. 
Z plakatu wywieszonego na Puerta del Sol przez protestujący tam przeciwko rządom premiera Szewca, Ruch Młodych Demokracja Rzeczywista Już (Democracia Real Ya), można się dowiedzieć, że - pozwolę sobie zacytować za Stanisławem Michalkiewiczem - “w roku 1999, a więc przed wprowadzeniem tam euro, filiżanka kawy kosztowała 80 peset - a w roku 2011 - 1,20 euro, czyli 200 peset. Bilet do metra na 10 przejazdów w roku 1999 kosztował 640 peset, a obecnie 9,40 euro, czyli 1800 peset. Litr mleka w 1999 roku kosztował 80 peset, a obecnie - 0,80 euro, czyli 140 peset. Kilogram pomidorów - w 1999 r. kosztował 120 peset, podczas gdy obecnie - 2,40 euro, czyli 400 peset. Bochenek chleba - w 1999 r. kosztował 25 peset, a obecnie - 0,60 euro, czyli 100 peset. (...) Mieszkanie 90 m. kw. w 1999 r. kosztowało 18 mln peset, a obecnie - 300 tys. euro, czyli 50 mln peset. „Z euro jesteśmy 4 razy bogatsi” - szydzą demonstranci.”
Na szyderstwach się jednak nie skończyło. Młodzi i nie tylko młodzi, po prostu zorientowali się, że te wszystkie “prorozwojowe programy” i “pakiety socjalne”, realizowane są ich kosztem i kosztem ich przyszłości, więc wyszli na ulice i pokazali, gdzie mają socjalizm i premiera z jego ministrami. 
Zwolennikom szybkiego, co sugeruje obecny rząd, wprowadzenia w Polsce waluty EURO, powinno to dać cokolwiek do myślenia.
Pięknie też na tym zebraniu mówił poseł Wontor, który chce, żeby na liście kandydatów SLD do sejmu “mężczyźni byli na zmianę z kobietami”. Sam jednak – tzn. pardon, nie że tam zaraz sam, tylko, że to ludzie, członkowie partii chcieli - zarząd i rada i w głosowaniu demokratycznym itd. - umieścił się na pierwszym miejscu na liście kandydatów. A przecież skoro tak pięknie mówił, to powinien dać przykład i samemu nie startować tym razem lub startowac np. z 4. lub 5. miejsca na liście, dając te pierwsze trzy, paniom. Ale “jak partia mówi, że da, to mówi”. Nieprawdaż panie pośle?

czwartek, 16 czerwca 2011

Każdy może

Przewodniczący PO, D.Tusk wyraził był ostatnio myśl, że: my nie patrzymy skąd, kto przychodzi – do nas może przyjść KAŻDY. 
To by się zgadzało, bo wystarczy przypomnieć tylko działaczy i jednocześnie szefów żagańskich struktur PO, Mirosława K. i Jadwigę Z. Zdjęcie Mirosława K., który z nadania PO “wygrał konkurs” na szefa lokalnego oddziału Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, wyprowadzanego w kajdankach przez agentów CBA, obiegło miejscową prasę. Posypały się wyroki.
Ogólnokrajową prasę obiegły ostatnio zdjęcia przedziałów wagonowych, pełnych butelek po wódce i piwie, resztek jedzenia, walających się śmieci i odoru jak z pijackiej meliny, które zostawili po sobie, świętujący delegaci PO, jadący na konwencję do Gdańska, specjalnie wynajętym na ten cel pociągiem. 


http://www.se.pl/multimedia/galeria/63201/120034/delegaci-platformy-gorsi-od-kiboli/

Jedna z małopolskich działaczek PO, zgodnie z poprawnością parytetową - kandydatka do sejmu, tak mocno świętowała ten wyjazd i po konwencji partyjnej, musiała widocznie poczuć jakiś przypływ mocy i energii bijący od władzy, bo “chwaliła się też, że sam premier Tusk uścisnął jej rękę” i “zaczęła zaczepiać młodych mężczyzn, deklarując, że może załatwić im pracę” , a przy okazji “na siłę „wciskała” swój numer telefonu mówiąc: - Zapisz sobie – Halinka z PO.” 

Jak się okazuje, to jednak nie “każdy” może, ot tak sobie “przyjść”. W takim SLD, zwanym też nie wiadomo czemu “lewicą”, jak to pięknie ujął znany publicysta: “wraz z nadejściem wiosny, obudził się park jurajski”. Panowie Miller, Oleksy, Jaskiernia, Czarzasty, którzy zamiast myśleć o pisaniu pamiętników, czytać książki lub czasopisma, zamarzyli znów sobie porządzić. Młodzi będą musieli jak zwykle obejść się smakiem i robić za dekoracje. Krążyły nawet pogłoski, że były premier L.Miller ma wystartować z jedynki SLD w województwie lubuskim. Posłowie Wontor i Kochanowski musieli spędzić kilka nieprzespanych nocy, ale chyba już odetchnęli z ulgą, bo wydaje się, że ten scenariusz nie zostanie zrealizowany. Wojny łódzkiej: Niesiołowski kontra Miller, nie obejrzymy na żywo.